ENEJ - Śpiewamy o rzeczywistości

Z Kubą Czaplejewiczem z zespołu Enej, przed koncertem w Wołominie, rozmawia Weronika Koc.

Koncertujecie już ponad 10 lat, w jaki sposób zmienialiście się w tym czasie?

 – Napewno przez te dziesięć lat sporo się nauczyliśmy. Rozpoczynając karierę zespołu w 2002 roku byliśmy przede wszystkim młodzi i dopiero zdobywaliśmy doświadczenie. Do wszystkich koncertów podchodzimy nadal jednak tak samo wyjątkowo. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Koncert to nie tylko scena, światło... to przede wszystkim ludzie, którzy na nas reagują. Jeśli ludzie reagują w fajny sposób na naszą muzykę, to jakby odbieramy do nich tą energię, dając z siebie jeszcze więcej.

Dzisiaj wcale nie jesteście tacy starzy…

– Z jednej strony te 10 lat to dużo, a z drugiej… Kiedy założyliśmy zespół, główny założyciel – Lolek, miał zaledwie 14 lat i te początki były wtedy dosyć amatorskie, na pewno nie wyglądało to wszystko tak, jak dzisiaj. Właściwą działalność prowadzimy dopiero od 5-6 lat. Nagraliśmy w bardzo szybkim tempie jedną płytę, potem drugą, gdzieś tam złapaliśmy jeszcze nagrody. 

No właśnie, doliczyłam się 17 zdobytych przez was nagród. Którą z nich uważacie za TĄ najważniejszą?

– Nie mamy tak, że na półce ustawiamy swoje nagrody, numerując jeden, dwa, trzy, cztery… w kategorii, która jest najważniejsza dla nas. Każda nagroda jest jakby uwieńczeniem naszej pracy, wyznacznikiem tego, że ludziom się podobało, że oddawali na nas swoje głosy. Jednak dla nas takim totalnym wyróżnieniem są koncerty. To jak ludzie reagują, to jak spotykamy się z nimi później. Naszymi hasłami nie są nagrody, a na przykład plakietki koncertowe z nazwami miejsc, w których byliśmy. Ważne jest to, co zobaczyliśmy i zwiedziliśmy, kogo poznaliśmy. 

Słyniecie ze swojego bardzo oryginalnego brzmienia. To wynika jedynie z elementów ukraińskiego folku, który przenika Waszą twórczość czy z czegoś jeszcze? 

– Brzmienie tworzą ludzie, a dokładnie siedem osób według pomysłu dwóch twórców muzyki i tekstów – Lolka i Mynia. To zainteresowanie brzmieniami ukraińskimi wynika z naszych korzeni. Lolek ze swoim bratem mają korzenie ukraińskie po dziadkach, Mynio pochodzi z Ukrainy, przyjechał do Polski, kiedy miał trzy lata. Nasze zainteresowanie brzmieniami zza wschodniej granicy nie wynikało z pragmatyzmu, nie kalkulowaliśmy, że zbliża się „Euro 2012” i musimy tak grać, bo to się na pewno sprzeda. My tak graliśmy od zawsze i nie mamy zamiaru tego zmieniać. Jesteśmy młodzi i mimo, że inne zespoły grają trochę nieco inną muzykę, która jest modna, my nadal będziemy kroczyć naszą ścieżką.



To prawda, że w listopadzie jedziecie koncertować do Stanów?
 

– Udało się nawiązać kontakt, dostaliśmy zaproszenie na dwa koncerty. Koncert w Nowym Jorku w polskiej dzielnicy i drugi w Chicago. To drugie nasze podejście do tematu wylotu do Stanów. Za pierwszym razem nam się nie udało, mamy nadzieję na drugie, a jak nie to do trzech razy sztuka. 

Ostatnio dosyć głośno zrobiło się na temat kradzieży waszego busa, może powiesz coś więcej na ten temat?

– Zdarza się tak, że na tym świecie są mniej życzliwi ludzie, którzy po prostu zawłaszczyli sobie nasze mienie i mieliśmy z tego tytułu trochę kłopotów. Całe szczęście mieliśmy wykupione ubezpieczenie, także wielka tragedia się nie wydarzyła i póki co jak widać, nawet kradzież busa zespołowi Enej nie przeszkodzi, żeby dojechać na koncert i to jest najważniejsze.

Kto jest waszą największa, muzyczną inspiracją? Macie jakieś wspólnego idola?

– Jeśli ktoś oglądał wczoraj w TVP program „Świat się kręci” Agaty Mrozowskiej, w którym gościnnie wzięliśmy udział, to wie, że naszą największą inspiracją jest Goran Bregovic. Może to jest trochę nieznana postać, jednak jego muzyka jest jakby najbliższa naszej duszy i dwa lata temu, udało się nam nawet zagrać wspólny koncert w Olsztynie. O tyle wspólny, że supportowaliśmy Gorana, jednak support Goran wybierał sam spośród pięciu zespołów i dużym wyróżnieniem dla nas było to, że to my zostaliśmy wybrani, aby rozgrzać publiczność przed jego występem.

Jeśli chodzi o polską scenę muzyczną, nie do od dziś znana jest plotka, że zespołom jest bardzo trudno się zaprzyjaźnić, głównie przez wszechobecną rywalizację, czy to sprawdza się też w waszym przypadku?

– My dementujemy tą plotkę w takim razie, ponieważ z wieloma zespołami się przyjaźnimy i rywalizacja nie wchodzi w grę. To nie są wyścigi, kto zagra lepiej i więcej dźwięków, czy zdobędzie więcej statuetek. Przyjaźnimy się zarówno z młodymi zespołami jak Kamil Bednarek, LemON, ale też tą starą gwardią, bo bardzo dobre kontakty utrzymujemy z zespołami Pectus, Blue Cafe, Golec Orkiestra, tymi które nas również i zainspirowały, mówię tutaj głównie o Golcach i Brathankach.

A wasze teksty? Czy niosą one jakieś głebsze przesłanie, czy chodzi w nich jedynie o dobrą zabawę?

– W piosenkach śpiewamy o prostych rzeczach, otaczających nas każdego dnia, o rzeczywistości. Często o miłości, bo jest to najpopularniejszy temat piosenek, natomiast staramy się to robić w sposób niejednoznaczny, aby osoba słuchająca mogła interpretować go pod siebie. Żeby poczuć, że ten tekst pasuje i zarówno do Ciebie, jak i do niej i do jeszcze kilku innych osób.

Występ na urodzinach SKOKu Stefczyka, ma dla was jakieś szczególne znaczenie, czy może chodzi tutaj o zwykłe sprawienie radości swoim fanom?

– Występ w Wołominie jest dla nas okazją oczywiście do sprawienia radości fanom, dlatego, że nigdy wcześniej nie byliśmy w tym mieście... Zdementowano bowiem plotki, że jest tutaj niebezpiecznie. My Wołomin kojarzyliśmy jedynie z serialu „Odwróceni” i śmialiśmy się, że może spotkać nas tutaj coś złego. Ale tak jak słuchać w tle, „będzie zabawa, będzie się działo”.

Gdzie widzicie siebie za 10 lat? Jeśli chodzi o karierę - w jakim miejscu chcielibyście wówczas być?

– Na pewno chcielibyśmy robić to samo. W tym samym składzie, z taką samą pasją występować, jeździć na koncerty. Nie widzimy siebie w innym miejscu, czy roli w życiu. W takiej zwykłej pracy od 8 do 16...to chyba nie dla nas. Znaleźliśmy swój sposób na życie i będziemy to kontynuować. Cały czas się rozwijamy i oczywiście będziemy to robić w dalszym ciągu. Mamy nadzieję, że będziemy mieli okazję za te 10 lat porozmawiać o tym wszystkim, co wydarzyło się przez te lata.

Czy macie jeszcze jakieć marzenia, które chcielibyście osiągnąć w przyszłości? Jakieś duety, nagrody?

– Nie będę mówił o tym, jakie nagrody chcielibyśmy zdobyć, bo w tej kwestii naprawdę nie nam decydować, myślę jednak że duet z wcześniej wspomnianym Goranem Bregovicem byłby poniekąd spełnieniem marzeń, a że marzenia się spełniają, to mamy nadzieję, że do tego kiedyś dojdzie.

Dużo koncertujecie, dosłownie koncert za koncertem. Jak znajdujecie czas na rodzinę, przyjaciół?

– Ciężko jest z tym, dlatego że tylko w maju zagraliśmy 23 koncerty, więc byliśmy w domu tylko 3 dni. Jest skype, telefonia komórkowa, facebook i inne komunikatory, które pomagają nam w tym, żeby utrzymać kontakt ze znajomymi, przyjaciółmi i rodzinami, które niestety rzadko widujemy, no ale taka jest cena tego co robimy. W październiku planujemy trzy tygodniowy, może nawet czterotygodniowy urlop, w czasie którego pojedziemy sobie na wakacje z wspomnianymi wyżej rodzinami i będziemy wypoczywać i nadrabiać to, czego nie mogliśmy w wakacje. 

Rozmawiała: Weronika Koc

Artykuły powiązane