Życie celebrytów nas nie kręci

„Wymodliliśmy to zwycięstwo” – mówią Kuba Zaborski i Piotr Szumlas, którzy zajęli pierwsze miejsce w piątej edycji programu „Must Be The Music”. Młodzi artyści opowiadają o emocjach związanych z wygraną, ale także dzielą się swoim świadectwem. – „Dla nas mniejsze znaczenie mają pieniądze, które zdobyliśmy, i sława. Liczy się to, abyśmy tworzyli muzykę, którą kochamy i pozostali normalnymi ludźmi. Nie damy się zwariować” – mówią.

Ilu wywiadów udzieliliście, zanim wygraliście „Must Be The Music”? 

Piotr: Hm… no… żadnego (śmiech).

A teraz?

Piotr: Zaraz po zwycięstwie, jeszcze zanim zeszliśmy ze sceny, wparowali na nią dziennikarze i wtedy udzieliliśmy łącznie około dziesięciu wywiadów.

Kuba: Nie wiedzieliśmy co mamy mówić. Nie mieliśmy planu na to, co powiemy. Pytania, które zadawali nam reporterzy były dość podobne, więc prawie każdemu mówiliśmy to samo.

Jakie to były pytania?

Kuba: Co zrobimy z wygraną, jaki jest pomysł na naszą dalszą karierę, itd...

Nie macie już dość wywiadów?

Piotr: Różnie z tym jest…

Szczerze proszę!

Piotr: Naprawdę jest nam bardzo miło, że dziennikarze się nami interesują, a ludzie chcą nas poznać i posłuchać naszej muzyki. Nie chcielibyśmy, by zaczęło nas to denerwować.

Kuba: Jesteśmy bezkonfliktowi. Dopiero wchodzimy w świat show-biznesu, nie mamy z nim obycia. Nie mamy powodów, żeby narzekać. To dla nas całkiem nowe doświadczenie. Z jednej strony jest ono przyjemne, bo możemy pokazać to, jacy jesteśmy. Dzięki zainteresowaniu mediów więcej ludzi może poznać naszą muzykę. Z drugiej strony – dziesięć wywiadów w jednym dniu może zmęczyć… Jednak jesteśmy bardzo wdzięczni za to, że spełniły się nasze marzenia, że możemy być tutaj, gdzie jesteśmy. Kiedy o tym myślę zmęczenie przestaje mieć znaczenie.

Nie boicie się, że zostaniecie celebrytami? Że wasza muzyka zejdzie na drugi plan, a dziennikarze będą gównie interesować się tym, z kim jesteście związani i w jakim barze ostatnio byliście?

Piotr: Oczywiście, gdzieś w nas drzemie strach przed tym, żeby się w to nie wkręcić i nie stać innymi ludźmi. Ale na pewno nie chcemy się zmieniać. Chcemy zostać takimi, jakimi jesteśmy. Na razie ta wygrana nas nie zmieniła. Mam wrażenie, że jak do tej pory wpływa to na nas bardziej pozytywnie niż negatywnie. Na pewno bardziej uwierzyliśmy w siebie, w nasze umiejętności...

Kuba: Ze względu na to, że stanowimy duet, staramy się nawzajem wspierać. Piotr, kiedy tylko dostrzega we mnie jakieś gwiazdorzenie, nie zapomina mi o tym powiedzieć. Sprowadza mnie szybko na ziemię. To oczywiście działa w dwie strony – i może dlatego jest nam łatwiej. Na pewno byłoby trudniej, gdyby tylko jeden z nas odniósł taki sukces. Wtedy zostałby sam. Stałby się podatny na wpływy ludzi ze środowiska show-bizu, mógłby bardzo szybko „popłynąć”, takie życie mogłoby mu się spodobać. Wiąże się z tym obecność w tabloidach, w portalach plotkarskich, itd... My staramy się, aby nasze życie po „Must be the music” nie poszło w złym kierunku. Nocne życie, życie celebrytów – to nas nie kręci. Chcemy skupić się głównie na muzyce, na przekazaniu przez nią naszych wartości.

Nie sfotografują Was w nieprzyzwoitej sytuacji?

Kuba: Nie, dlatego że takich sytuacji po prostu nie ma. Oczywiście – można coś takiego sprowokować, inaczej zinterpretować coś, co jest całkowicie niewinne. Za to jednak już nie odpowiadamy. Nie jesteśmy kontrowersyjni. Jesteśmy bardzo spokojnymi ludźmi, którzy przez większość swojego życia siedzieli w domu. Ja sobie czasem podśpiewywałem, Piotrek grał – i tyle. To jest ogromny przeskok dla nas, że w tak krótkim czasie staliśmy się tak bardzo rozpoznawalni. Trzeba się nauczyć z tym żyć.

Jest ciężko?

Kuba: Jest. Ale damy radę, ponieważ uwierzyliśmy w to, że potrafimy, że możemy... To że stanowimy duet sprawia, iż mamy nadzieję nie zginąć w świecie show-biznesu.

Piotr: Zmieniło się środowisko wokół nas. Jeździmy teraz całkiem dużo po Polsce i poznajemy ludzi związanych z muzyką. Nasz sukces pokazał też, na kim możemy polegać, kto wspierał nas od samego początku – nie wiedząc nawet o tym, że będziemy startować w programie. Są ludzie, dla których ten program nie jest ważny. Moglibyśmy go przegrać, albo w ogóle nie wziąć w nim udziału, a i tak cieszyliby się razem z nami z tego, co robimy. Są też ludzie, którzy dopiero po zwycięstwie sobie o nas przypomnieli. Z niektórymi chodziliśmy razem do szkoły albo spotkaliśmy się w innych okolicznościach. Teraz chcą się zaprzyjaźnić. Chcą być bliżej nas i dowiedzieć się, co u nas się dzieje. To przykre, że potrzeba było tego programu i sukcesu, żeby niektóre osoby uwierzyły, że jesteśmy wartościowymi ludźmi. Uważam, że miarą człowieczeństwa nie jest osiągnięcie sukcesu, ale kierowanie się w życiu wartościami i nie zmienianie siebie w zależności od środowiska, w którym się aktualnie znajdujemy.

Nie tylko muzyka jest dla Was ważna. Jesteście młodymi ludźmi, dla których również świat wartości ma duże znaczenie.

Kuba: Wychowałem się w bardzo wierzącej rodzinie. Moi rodzice stawiali zawsze na wartości. Zwracali uwagę, abym był uczciwy w tym wszystkim, co robię. Uczyli mnie, aby nikogo nie krzywdzić – bardziej poświęcać się dla ludzi niż od nich brać. Staram się tak przez całe życie postępować. To między innymi dzięki rodzicom nauczyłem się doceniać to wszystko, co mam. Dzięki nim patrzę na to zwycięstwo z dystansem i pokorą.



Modliłeś się o zwycięstwo?

Kuba: Można nawet powiedzieć, że je sobie wymodliłem. Różnie się w życiu układało i prosiłem Pana Boga: daj mi uwierzyć w siebie. Pozwól mi spełnić się w czymś, co jest moją pasją. I wtedy właśnie pojawiła się szansa na udział w programie. Weszliśmy w to. Z etapu na etap przechodziliśmy dalej. Nie mogłem w to uwierzyć...

Było więcej doświadczeń, dzięki którym poznawałeś Boga?

Kuba: Pewnie! Moi rodzice mają na przykład przyjaciół, którzy prowadzą na Jamajce misję katolicką. Miałem okazję tam pojechać. Tego typu doświadczenia bardzo mnie umacniają i kształtują. Sprawiają że wierzę, że to co robię i co wyznaję, jest dobre. To doświadczenie nauczyło mnie empatii. Czasem, kiedy mam ochotę ponarzekać, myślę o tych ludziach, którzy mają zdecydowanie mniej. Często nie mają co jeść i pić. Wtedy uzmysławiam sobie, że moje życie jest niesamowite, że otaczają mnie wspaniali ludzie. Mogę za to tylko Panu Bogu podziękować.

Relacja z żywym Bogiem jest dla Ciebie kluczowa?

Kuba: Uważam, że gdyby nie Bóg i wiara w to, że On mi pomoże, nie byłoby także tego sukcesu. Ten rok pokazał mi, jak ważna jest moja więź z Bogiem. Wiem, że jest ze mną i na pewno mnie nie opuści.

Piotr: Ja też mam poczucie, że to zwycięstwo było opatrznościowe. Czasem tak sobie myślę, że właśnie od czasu kiedy poznałem Kubę, wszystko układa się w jedną całość. Spotykają mnie w życiu wspaniałe rzeczy. Miałem wcześniej bardzo ciężki okres. Kiedy poznałem Kubę i jego przyjaciół, przeniosłem się w inne środowisko. To pomogło mi wstać. Bardzo dziękuję Bogu za to, że tak się stało, i że nadal może dziać się w moim życiu tak wiele wspaniałych rzeczy.

Czy w Waszej twórczości pojawiają się odniesienia do Boga, do duchowości?

Kuba: Aktualnie świat zmierza w takim kierunku, że rozmowy o Bogu są tabu. Często poruszenie tego tematu jest odbierane przez ludzi jako atak albo jakaś próba nawracania. Nigdy nie namawiałem nikogo do tego, żeby wierzył. Kiedy piszę teksty, staram się aby opowiadały one także o Bogu, chociaż słowa „Bóg” w nich nie używam. Myślę, że odnosi to lepszy skutek niż mówienie wprost.

„Must be the music” to nie koniec Waszej kariery, ale początek. Dużo teraz koncertujecie?

Kuba: Rzeczywiście, dużo podróżujemy. Jest to dość stresujące, nie mamy doświadczenia koncertowego. Nie wiemy czego się spodziewać po publiczności.



Teraz biją się o Was wydawcy. Sytuacja wymarzona dla wielu artystów, ale też niełatwa, zwłaszcza dla niedoświadczonych twórców. Bronicie się czy oczekujecie propozycji?

Kuba: Staramy się próbować sami kierować swoją karierą. Sami zajmujemy się naszą pierwszą trasą koncertową. Wspiera nas jedynie kolega, który pomaga nam z organizacją koncertów, wywiadów, itd. Jednak jeżeli chodzi o naszą muzykę, jesteśmy ostrożni. Teraz jest taki czas, że wielu ludzi chciałoby na nas zarobić, dlatego musimy wyjątkowo uważać, co podpisujemy. Czytamy uważnie umowy, także to co napisane jest małym druczkiem (śmiech). Nie chcielibyśmy aby zdarzyła się sytuacja, że podpiszemy umowę, zgodnie z którą przez dziesięć lat nie wydamy u nikogo innego płyty…

Taka umowa może także ingerować w Wasz wizerunek, styl muzyczny, treści…

Kuba: Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że jeżeli będziemy chcieli wydać profesjonalnie płytę, to będzie trzeba pójść na jakieś kompromisy. Ale muzyka którą stworzymy musi przede wszystkim podobać się nam. Musimy czuć, że to jest nasze.

Wracając do koncertów – na razie nie gracie wyłącznie swoich utworów.

Kuba: To dlatego, że mamy jeszcze skromny repertuar. Musimy posiłkować się utworami innych artystów i wykonywać covery. Osobiście niełatwo mi się śpiewa piosenki innych, nie przepadam za tym.

Piotr nie jest trochę w cieniu?

Kuba: Zależy mi, aby na koncertach było dużo instrumentariów. Chciałbym wyeksponować Piotrka. Niektórzy uważają, że do wszystkich kompozycji powinny być napisane teksty. Nie zgadzam się z tym. To byłaby najgorsza rzecz dla kompozycji Piotra. Uważam, że one same w sobie mają niesamowity przekaz i zawarte w dźwiękach emocje. Trzeba je usłyszeć, dopowiedzieć. Słuchając kompozycji Piotrka, nie muszę mieć tekstu. Czuję co chciał przekazać w konkretnym utworze. Jego utwory są niezwykle różnorodne, dlatego też są długie – z jednego rodzaju dźwięków Piotr przechodzi w zupełnie inne. Słuchając jego utworów można wejść w zupełnie odmienny świat. Zależałoby mi bardzo, aby na naszej przyszłej płycie znalazły się także instrumentalne utwory Piotra. Poza tym, styl w którym gra Piotrek (fingerstyle), jest w Polsce bardzo mało znany, warto go zaprezentować. Wobec tego, w przypadku podpisania umowy, na pewno będę walczył o te utwory instrumentalne. Uważam, że taki gitarzysta, jakim jest Piotrek, wart jest dziesięciu takich wokalistów, jak ja.

Piotr: Bardzo Ci dziękuję, Kuba…

Ja też Wam bardzo serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że już wkrótce będzie można posłuchać Waszej płyty, i że dzięki własnej twórczości osiągniecie jeszcze większy sukces niż w „Must be the music”.

Rozmawiał Łukasz Sośniak/gospelbox.pl