Pierwsze koty za płoty

 Z Konradem Mareckim, młodym artystą, który niebawem wyda swój pierwszy minialbum zatytułowany „Okna pamięci”, rozmawia Łukasz Sośniak.

Wielu artystów wychowywało się w tzw. muzycznych domach, a jak było z Tobą?

– Może nie do końca mój dom można nazwać muzycznym, ale muzyką rzeczywiście interesuję się od najmłodszych lat. W domu było zawsze obecne radio, płyty, kasety… Było wiele gatunków po drodze – głównie muzyka rockowa i heavymetalowa, gdzieś też epizod z hip-hopem, a z czasem mój gust wykształcił się i oscyluje w szerokim spektrum rocka, muzyki alternatywnej, jazzowej, czy nawet w popie. Lubię też akustyczne brzmienia. Myślę, że gdzieś te wszystkie transformacje muzyczne i ich obecny stan odbijają się w mojej twórczości.

Masz swoich ulubionych artystów?

– Mogę wymienić trójkę chyba najważniejszych dla mnie postaci ze świata muzycznego: Edytę Bartosiewicz - za to, że jej muzyka pojawiła się w moim życiu i była pierwszą, która tak dogłębnie mnie poruszyła; Mietka Szcześniaka - za to ciepło i radość bijące w jego osobie i jego twórczości; Piotra Roguckiego - za poezje, teatr i za to, że świetnie koreluje to z jego działalnością muzyczną (czy to solowo, czy w zespole Coma). 

Słychać tych Twoich ulubieńców w muzyce, która znalazła się na Twojej debiutanckiej płycie?

– Zapewne tak, to krążek przede wszystkim akustyczny, może trochę rockowy i gdzieniegdzie zawierający elementy muzyki folkowej. Nie określiłbym "Okien pamięci" typowym debiutem, gdyż jest to mini-album, a na duży, pełnowymiarowy debiut przyjdzie jeszcze czas. Ta płyta, to takie "pierwsze koty za płoty". Ale jestem z niej dumny. 

Dlaczego?

– "Okna pamięci" to w pewnym sensie retrospekcje ostatnich paru lat. Podsumowanie pierwszych kroków działalności muzycznej. Jest w tych utworach miejsce dla Pana Boga (choć nie zawsze dosłownie), ale jest też miejsce dla tego, co przyziemne, ludzkie, czasem grzeszne. Lirycznie może nawet zahaczam o poezję (której jestem oddany).

Wspomniałeś o Bogu, jaką rolę w Twoim życiu odgrywa wiara w Boga?

– Wiara w Boga daje mi przede wszystkim siłę na każdej płaszczyźnie życia. Jest dla mnie relacją, oceanem miłości - najważniejszej dla mnie wartości w życiu. Bóg jest dla mnie Ojcem, a Kościół jest Domem. Czuję się w tym wszystkim swobodnie. Miewam wzloty i upadki, ale zawsze mam świadomość, że On gdzieś nade mną czuwa. Jestem też dość mocno zaangażowany w życie swojej parafii, a także w Ruch Młodzieży Salwatoriańskiej.
 
Wiara daje Ci siłę do działania?

– Siłę do działania czerpię rzeczywiście z mojej wiary, ale otrzymuję ją także od przyjaciół, bliskich, a także z porażek, błędów życiowych. Te sytuacje, ci ludzie, a także Najwyższy są najlepszą motywacją. Ważne jest też poczucie wsparcia, którego mi nie brakuje, za co wszystkim bliskim dziękuję z całego serca! 

Jakie masz marzenia związane z przyszłością muzyczną?

– Moim marzeniem muzycznym jest to, aby móc tworzyć, grać, śpiewać, nagrywać i koncertować na tyle na ile będzie mi dane, na tyle na ile Pan Bóg pozwoli. Wiadomo, że chciałoby się, żeby tego było jak najwięcej, ale cieszę się z każdej drobnej rzeczy, z każdego małego sukcesu i myślę, że to jest mój fundament na przyszłość. 

Masz w tym wszystkim czas na chwile odpoczynku?

– Pewnie, wolny czas spędzam zazwyczaj z przyjaciółmi, z bliskimi mi osobami. Lubię też wykorzystać go kulturalnie - koncerty, spektakle, wieczorki poetyckie. A kiedy chcę pobyć sam, wyciszyć się, to zazwyczaj łapię za gitarę lub za książkę. 

Z kim chciałbyś zagrać koncert i dlaczego?

– Hmm... to trudne pytanie. Ale myślę, że spełnieniem marzenia byłoby wystąpić razem z Mietkiem Szcześniakiem. To niesamowity gość z przeogromnym talentem, wrażliwością i wewnętrznym ciepłem, które rozlewa na wszystko i na wszystkich dookoła. Zagrać z nim, to byłoby coś! 

W jaki sposób zamierzasz doskonalić swoje wokalne i muzyczne umiejętności?

– Kiedy mam ku temu okazję, to biorę udział w jakichś okolicznościowych zajęciach z emisji głosu, czy warsztatach wokalnych. Staram się też ćwiczyć we własnym zakresie. Chciałbym też w niedalekiej przyszłości podjąć jakieś regularne zajęcia (w jakiejś szkole, czy prywatnie), jednak póki co ciężko mi te plany pogodzić z rzeczywistością. Mam jednak nadzieję, że się uda, a ja na pewno nie spocznę na laurach.

Co Cię najbardziej jara (fascynuje :p) a co denerwuje? 

– Ciężko powiedzieć. Jest chyba wiele rzeczy, które mnie "jarają", a z drugiej strony staram się pozytywnie podchodzić do życia, nie zawracając sobie głowy jakimiś błahostkami. Muzyka, poezja, teatr - to mnie na pewno kręci. A co denerwuje? Może to w jakim kierunku zmierza współczesny świat... 

Artykuły powiązane