Staram się iść drogą serca

Rozmowa z Moniką Kuszyńską, byłą wokalistką Varius Manx, która po wypadku samochodowym z 2006 roku porusza się na wózku inwalidzkim. Niedawno ukazała się jej pierwsza solowa płyta zatytułowana „Ocalona”.

Kilka lat temu dostałem od księdza Remigiusza Loty jego książkę „Dzikus czy hipokryta”. Ksiądz Remigiusz napisał mi w niej słowa z jednego z rozdziałów: „Na wszystko w życiu trzeba się odważyć”. Są takie chwile, w których te słowa bardzo mi pomagają. Musiałaś znaleźć w sobie odwagę, aby wyjść po wypadku na scenę?

– Oczywiście, ale takich momentów „odwagi” było więcej. Musiałam odważyć się nawet na to, żeby wyjść z domu. Stopniowo nabierałam śmiałości. Dziś namawiam wszystkich żeby się „odważyli”, żeby uwierzyli w to, że można. Warto iść małymi krokami. Nie rzucajmy się od razu na głęboką wodę, nie każdy ma do tego predyspozycje. Taka odwaga się opłaca – to wielka satysfakcja i radość, kiedy wygrywa się ze swoim strachem.

Mówisz tak, jakbyś czuła się ambasadorem osób niepełnosprawnych.

– Chcąc nie chcąc stałam się taką ambasadorką. Wcześniej wzbraniałam się przed tym, nie myślałam, że to może być moja misja. Do dziś nie chcę dorabiać do tego na siłę ideologii, jednak kiedy spotykam się z jakimiś objawami dyskryminacji osób niepełnosprawnych zabieram głos.

Ta dyskryminacja dotyka również Ciebie?

– Generalnie spotykam się z dużą życzliwością. Najczęściej ludzie są dla mnie mili i sympatyczni. Niestety nie każdy ma tak dobrze jak ja. Nieraz słyszę od moich znajomych, że czują się dyskryminowani, ale nie mają odwagi walczyć o swoje prawa.

W jaki sposób walczysz?

–  Robię to w sposób pokojowy, nie jestem raczej typem wojownika, nie lubię agresji i niespecjalnie podoba mi się słowo „walka”. Uważam, że wszystko można załatwić na poziomie miłości i szacunku dla drugiego człowieka. Wiem, że osób takich jak ja, niepełnosprawnych i pojawiających się w mediach, jest bardzo mało, a media mają dzisiaj ogromny wpływ na ludzi. Jeśli mogę w taki sposób wykorzystać swoje pięć minut i zmienić coś na lepsze, to staram się to robić.
 

A ty, zmieniłaś się na lepsze po tym, co się zdarzyło? Kiedy osoba zdrowa, osiągająca sukcesy, nagle ulega wypadkowi, zaczyna jeździć na wózku inwalidzkim, to zmienia się wszystko, również wnętrze. Tę zmianę słychać na Twojej pierwszej solowej płycie.

– Te piosenki są odzwierciedleniem tego, co czuję, tego co działo się i dzieje w mojej głowie. To bardzo prawdziwe teksty, które opowiadają o mnie. W takim przypadku jak mój u bardzo wielu osób następuje takie przewartościowanie. Mam szerzej otwarte oczy, lepszą świadomość wielu spraw, większy dystans. Czuję się lepiej, więc może rzeczywiście zmieniłam się na lepsze.

Dla wielu to może brzmieć szokująco, kiedy mówisz, że teraz czujesz się lepiej.

– Tak, to jest szokujące wyznanie. Dwa, trzy lata temu samą by mnie to zszokowało. Na wszystko jest czas i wszystko wymaga czasu dojrzewania. Akceptacja tego co się stało musiała we mnie dojrzeć. Dziś moja niepełnosprawność nie zaprząta mi głowy w znaczeniu negatywnym – nie dobija mnie. Po prostu przez to przebrnęłam. Chwyciłam się pozytywnych stron życia, a jest ich bardzo dużo. Objawiają się, kiedy zaczyna się ich szukać w beznadziei. Bo na początku w takiej sytuacji jak moja zawsze jest beznadziejnie… Trzeba stopniowo szukać pojedynczych rzeczy, których można się chwycić. Z czasem widzi się ich coraz więcej. Jestem dziś na tym etapie, że głównie widzę te dobre. Na tym poziomie psychicznym, emocjonalnym czuje się lepiej, bo fizycznie to wiadomo, że gorzej. Nasze samopoczucie determinuje głownie to, co mamy w sercu.

Duży wpływ mają też ludzie, którzy pojawiają się na naszej drodze. Na scenie mówiłaś o aniołach, których spotkałaś. Na najnowszej płycie Twojej przyjaciółki Beaty Bednarz znalazła się piosenka „Anioły są wśród nas”. Mam wrażenie, że Twoja piosenka „Moje anioły na ziemi” jest też o niej, a utwór Beaty opowiada w jakiejś mierze o Tobie…

– To, że mamy tak tematycznie podobne do siebie piosenki bardzo nas z Beatą rozbawiło. Ona nagrała piosenkę „Chwila”, a ja „Zostań chwilo” i są to utwory rozpoczynające obie płyty. Bardzo nas to bawi, bo zupełnie się nie umawiałyśmy. Widocznie tak dobrze się rozumiemy, że mamy podobne rzeczy do powiedzenia. To, że spotkałam na swojej drodze Beatkę to dla mnie ogromny dar. Jest kilka takich osób, które są moim największym kapitałem, który zdobyłam w ciągu ostatnich lat. Dzisiaj mam świadomość, że te spotkania z ludźmi są czymś najważniejszym. Czuję się taka spokojna i bezpieczna, bo mam świadomość ich opieki nad sobą. Są dla mnie jak Aniołowie Stróżowie, to dokłada się znacznie do mojego dobrego samopoczucia.

Rozmawiając teraz z Tobą mam wrażenie jakbym słuchał Twoich piosenek. Chyba pierwszy raz masz ten komfort, że możesz w pełni utożsamiać się z tekstami, które śpiewasz.

– Oczywiście, że tak. Chciałam wreszcie opowiedzieć swoją historię. Być może dlatego, że przeszłam taką drogę a nie inną nie chcę już niczego udawać. Pociąga mnie prawda. Oczywiście czasem trudno odkryć co nią jest, ale wsłuchuję się w siebie i staram się iść drogą serca. Szkoda mi czasu na to, co jest sztuczne. Wiedziałam, że jeśli nagram płytę, to będzie ona bardzo prawdziwa i wszystko co się na niej znajdzie będzie wypływać z mojego wnętrza.