Bóg stworzył muzykę dla wszystkich

Wywiad z liderem zespołu "Raz, Dwa, Trzy" Adamem Nowakiem, który wystąpił niedawno w Częstochowie w Klubie Zero.

Ponieważ ostatnio piszą o Raz dwa Trzy w samych superlatywach, jako o jednym z najlepszych zespołów w Polsce, to ja zacznę to nasze dzisiejsze spotkanie przewrotnie i zapytam, co Wam się ostatnio najbardziej nie udało?

– Wszyscy mamy prawo do błędów. Powiem więcej – mamy nawet „przymus błędów”. Naszym obowiązkiem jest poszukiwanie, a człowiek, który poszukuje, popełnia błędy. Gdybyśmy byli takimi skończonymi ideałami, przestalibyśmy się starać.

Muzyczne błędy też popełniacie?

– Często jesteśmy niezadowoleni z wersji piosenek, które przygotowujemy, choć staramy się je pisać szybko, sprawnie i bez przykrości. Bardzo się cieszymy, kiedy nam się to udaje, a jeżeli nie wychodzi, to poszukujemy dalej. Ale stres pozostaje.

Zapytałem o to, co się nie udaje, bo chciałem porozmawiać o tym, co Was denerwuje. Przeglądałem ostatnio stronę internetową Raz Dwa Trzy, na której znajduje się dużo wpisów o tematyce, powiedzmy, społecznej.

– Te wypowiedzi są często kojarzone z zespołem, ale to moja twórczość, podpisuję się pod nimi nazwiskiem i imieniem. Jeżeli widzę, że ktoś, z jakiegoś powodu, krzywdzi ludzi, których znam i cenię, to uważam, że jako osoba publiczna mam prawo zabrać głos i sprzeciwić się krzywdzie. Nie sprzeciwiam się temu, że ktoś się z kimś nie zgadza, bo ma do tego prawo.

Chodzi m.in. o sprawę zmarłego arcybiskupa Życińskiego?

– Jeżeli po śmierci arcybiskupa Życińskiego padają wobec niego chamskie i wulgarne obelgi, to nie dotyczą one jego poglądów, tylko są obrazą osoby ludzkiej, jej godności. Ja się temu przeciwstawiam. Jeżeli chcemy oceniać czyjś życiorys, to trzeba to robić z szacunkiem i godnością. Nawet, jeżeli mówimy o prawdziwych błędach danej osoby i popieramy to dowodami.

Taka postawa sprawia, że wiele osób traktuje Was jako pewien pomost pomiędzy ludźmi wierzącymi, a poszukującymi.

– Znam mnóstwo osób wierzących, znam też niewierzących. Są tacy którzy wierzą więcej, są i tacy którzy wierzą mniej. Nie do nas należy ocena. Myślę, że gdyby w zespole występował muzułmanin, Żyd czy Chińczyk, ale robiłby dobrą muzykę, to ja bym z nim grał. Pan Bóg stworzył muzykę dla wszystkich. Nie postrzegam się jako jakiś pomost pomiędzy osobami, które chciałyby być bliżej Pana Boga czy Kościoła, a z różnych powodów nie są. Zajmuję się słabszą stroną ludzkiej wiary. Dla mnie ciekawszy jest człowiek, który przyznaje się do słabości swojej wiary, niż zadeklarowany wierzący, który twierdzi, że nie ma żadnych kłopotów.

Zespół Raz Dwa Trzy ciężko zaszufladkować, sklasyfikować, zamknąć w ramach. Nie ma takiej potrzeby, aby to robić. Pewne jest natomiast to, że interesujecie się w Waszej twórczości człowiekiem i jego zmaganiami.

– W swoich tekstach staram się patrzeć na ludzi, staram się ich zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Rozmawiałem kiedyś podczas spotkania rodzinnego ze swoim kuzynem, który powiedział mi, że celem jego życia jest poszukiwanie prawdy. Zacytowałem mu powiedzenie ks. Józefa Tischnera, który mówił, że można znaleźć prawdę, a umrzeć samotnie i nikt nie przyjdzie na grób… Ta rozmowa była przyczyną napisania piosenki „Nazywaj rzeczy po imieniu”. Jeżeli szukasz prawdy, to pamiętaj o tym, że prawda bez miłości jest tylko restrykcyjnym wyszukiwaniem ludzkich słabości.

Mam wrażenie, że my dzisiaj mamy problem z nazywaniem rzeczy po imieniu. Pogubiliśmy się w przynależności do instytucji, partii politycznych, podzieliliśmy się na frakcje, brakuje nam po prostu szczerości i otwartości.

– Dzieje się to również dlatego, że osoby medialne, także politycy, narzucają brak transparentności. Liczy się dla nich skutek oddziaływania medialnego, a nie to, co dana osoba w rzeczywistości sobą prezentuje. Ludzie wyrabiają sobie zdanie o osobach publicznych na podstawie efektów zabiegów piarowskich. Nie ma w tym żadnej szczerości, to jest zwyczajne oszukiwanie ludzi. Niestety dotyczy to prawie wszystkich polityków.

Jeśli już jesteśmy „w sejmie”… Pojawiła się nowa ustawa medialna, która faworyzuje piosenki śpiewane w języku polskim. To dobrze czy źle?

– To nie jest zły pomysł. Część krajów w Europie ma takie ustawy. Słuchacze i wykonawcy traktują je raczej jako rodzaj wyróżnienia dla rodzimej twórczości. Oczywiście okoniem stoją tutaj wszystkie wytwórnie i duże stacje radiowe, ponieważ dla nich polscy artyści są zaledwie dodatkiem do sprzedaży zagranicznej twórczości. Uważam, że należy wychowywać słuchacza dla polskiej twórczości. Ale myślę, że do głosu nie dojdą ludzie wartościowi, autonomiczni, którzy idą własną drogą, tylko będą produkowane kolejne gwiazdy jednego czy dwóch sezonów, oczywiście po to, aby zarobić pieniądze. Będą kopiowały zachodni wzorzec, nie będzie więc potrzebna np. Lady Gaga czy Madonna, bo Polska znajdzie swoją odpowiedź na taką muzykę. Znajdzie się polska Lady Gaga.

Chyba już była. To był Michał Wiśniewski…

– No tak, ale nim się nie zajmujemy, bo Michał Wiśniewski musi iść swoją drogą (śmiech).

Ta ustawa to oczywiście plus dla Was, ponieważ śpiewacie po polsku, ale duże rozgłośnie mogą czuć się zagrożone. Nie wiem czy można z nimi wygrać, jeśli w ogóle mówimy o jakiejś walce czy próbie nacisku.

– Nieoficjalne zrzeszenie dużych rozgłośni, czy centrów medialnych, tego nie popiera, ta ustawa jest im nie na rękę, dlatego, że mają niepisane umowy z dużymi domami płytowymi. Polega to na tym, że polskie odpowiedniki zagranicznych wielkich firm, wielkich konsorcjów muzycznych, sprzedają w siedemdziesięciu procentach płyty artystów zagranicznych. Ta twórczość jest następnie dostarczana do rozgłośni radiowych. Jest to towarzystwo wzajemnej adoracji, bo wszyscy na tym zarabiają. Ja nie mówię o tym jakby to był jakiś spisek, to jest widoczne gołym okiem. Jeżeli chce się zaprezentować autonomiczną twórczość, niezależną od firmy wydawniczej, od jakiejś rozgłośni radiowej, to właściwie młody człowiek nie ma na to specjalnych szans. My, jako Raz dwa Trzy, opieramy swoją działalność na ludzkim zainteresowaniu. Jeżeli dziennikarz muzyczny czy prezenter zainteresuje się naszą piosenką i ją wyemituje, to ja jestem mu wdzięczny i go szanuje, dlatego, że to jest jego wybór. Trudno natomiast mówić o autonomicznym wyborze dziennikarza w rozgłośniach sformatowanych, w których emituje się to, co przyjeżdża na dysku z Warszawy.

Słychać też głosy niektórych artystów, którzy narzekają: „jak ja się wypromuję za granicą, jeśli będę musiał śpiewać teraz tylko w języku polskim…”

– (śmiech) Przyszedł kiedyś do papieża Jana XXIII któryś z kardynałów i powiedział, że powstają bardzo dobrze sprzedające się książki krytykujące Kościół i wiarę katolicką, że to bardzo sprawnie jest przeprowadzane, a Jan XXIII spojrzał na niego i odpowiedział: to napiszcie lepsze książki. Myślę, że to jest jedyna recepta dla polskich artystów, zarówno młodych jak i doświadczonych. Jeżeli chcesz być słuchany, to napisz takie piosenki, których ludzie chcą słuchać.

Przygotowujecie nowy materiał? Nagracie coś w studiu czy, tak jak wolicie, podczas sesji koncertowej?

– Przymierzamy się do nowego materiału. Niespecjalnie lubię nagrywać w studio, zresztą nie tylko ja, moi koledzy z zespołu również. W studiu powstaje duże napięcie i jest masa dłubania. Ja wolę dłubać na próbach, a potem jednorazowo nagrać coś na koncercie z prawdziwymi emocjami. To jest jednocześnie trudniejsza i łatwiejsza droga. Nie trzeba poszukiwać w studiu pomysłów, na których nikt z nas się nie zna, potrzebny staje się realizator. Natomiast pracując na próbie, to my organizujemy całą oś wydarzenia i to od naszej wyobraźni i kreatywności zależy to, co zostanie zaprezentowane potem na koncercie i na płycie. Jeżeli jest to prawdziwie i między nami są prawdziwe emocje, to materiał jest ciekawy.

Rozmawiał: Łukasz Sośniak/gospelbox.pl