Adam Nowak

  

 Bartek Jaskot

 Słuchacze na okrągło mylą go z Mietkiem Szcześniakiem :) Nie wiem czy jest z tego faktu zadowolony, zapomniałem zapytać. Jedno jest pewne: cały czas jesteśmy proszeni o utwory Bartka. Niektóre jego piosenki funkcjonują całkowicie niezależnie od artysty. Śpiewa się je na oazach, spotkaniach wspólnot, ogniskach i zjazdach, nawet nie przypuszczając, że to właśnie Bartek, biedne chłopisko, jest za nie odpowiedzialny :p Wielokrotnie słyszałem jego utwory w najdziwniejszych miejscach, m.in. w przejściu na peron 3 katowickiego dworca PKP (pozdrawiam znakomitego wykonawcę z którym lubię zamienić słowo o muzyce i gatunkach win). Wracając do tematu: Bartek jest świadomym ewangelizatorem, w swoich utworach dzieli się swoim spotkaniem z Jezusem, którego doświadczył i doświadcza codziennie. Dlatego proście o jego kawałki i grajcie je na gitarach. Właśnie o to mu chodzi.

 Beata Bednarz

Do Beaty mam słabość. Mimo iż „face to face” spotkaliśmy się tylko kilka razy, m.in. podczas jej koncertu w Bielsku Białej (organizowanego zreszta przez pallotynów – patrz wyżej :p) Mogę przez pół dnia słuchać na okrągło niektórych jej piosenek i wcale się nimi nie znudzić. Beatę Bóg obdarzył przerażająco wspaniałym głosem, pod którego urokiem pozostaję nie tylko ja, ale – uważam – każdy, kto wsłucha się w jej utwory. Żeby tego było mało jest niezwykle ciepłą osobą, z którą po prostu chce się rozmawiać. Każdy wywiad to prawdziwa przyjemność. Teraz już rozumiem Darka Ciszewskiego, twórcę Muzycznych Darów,  którego fascynacja Beatą do tego stopnia obrosła w naszym radiu legendą, że w radiowym gronie opowiadaliśmy sobie kawały o Darku C i Beacie B :p

 

Black Voices 

5 pań z wyspy, którą do niedawna uważaliśmy za przedsionek raju i masowo jeździliśmy tam robić frytki albo myć naczynia. To nie wszystko. Do tego pięknie śpiewają i chciało im się do nas przyjechać w ramach festiwalu Gaude Mater. Uważam, że przydało się nam trochę prawdziwego gospel. Warto słuchać, ale nie proponujemy bezkrytycznie naśladować.

 Darek Malejonek

Jest ich kilku. Na pewno Robert „Litza” Friedrich, Marcin Pospieszalski i właśnie Darek Malejonek. Jeżeli ktoś nie ma zielonego pojęcia o polskiej scenie muzyków chrześcijan, to tych gości zna na pewno. We trzech brali udział niemalże we wszystkim, co się z tą sceną wiąże. Mówi się o nich, że wyrwali w Polsce muzykę rockową diabłu z rąk. Sam Darek grał w ośmiu zespołach, aż stał się założycielem mega-zespołu, który „wymiata” że hej! Mowa oczywiście o Maleo Reggae Rockers. Brał udział w nagraniu niemalże czterdziestu płyt i zdarzało mu się prowadzić duże festiwale („Song of Songs”). Oprócz tego, że jest świetnym muzykiem, wokalistą i kompozytorem, przeżył w swoim życiu tyle, że może w swój talent wnieść treść. Mówiąc krótko – ma coś do powiedzenia. Ma na swoim koncie flirt ze Świadkami Jehowy, zażywanie LSD i fascynacje filozofiami dalekiego wschodu. W pewnym okresie swojego życia nawraca się i w 1995 roku przyjmuje chrzest. Jego ojcem chrzestnym jest zakonnik o. Augustyn Pelanowski. Dzisiaj Darek opowiada młodym ludziom, że prawdziwą wolność daje tylko Jezus – Lew Judy.

Z Darkiem Malejonkiem pierwszy raz spotkałem się na gruncie dla niego bardzo ważnym – w Leśniowie. Tu mieści się klasztor paulinów, którym artysta dużo zawdzięcza. Długo wymieniał nazwiska ojców, którzy stali się dla niego ważni. Opowiadał o swojej nowej płycie i fascynacji kontynentem afrykańskim. Nie mieliśmy czasu żeby poznać się lepiej, ale zaciekawił mnie jego upór w powracaniu do tematów najważniejszych. Kiedy zagadnąłem o muzyczną retrospekcję, jaką niewątpliwie jest płyta „Rzeka dzieciństwa”, Malo wracał do kwestii dla siebie fundamentalnej – obecności Boga w swoim życiu.


Ewa Uryga

O ile dobrze pamiętam Ewa odwiedziła nas w biegu, w czasie przeprowadzki. Artystkę przedstawił mi ojciec Kamil, który znał się z Ewą jeszcze z czasów Światowych Dni Młodzieży z 1991 roku. – To jest Ewa Uryga, może zrobiłbyś z nią wywiad do Boxa? – zapytał. I tak nagrałem rozmowę, do której bylem kompletnie nieprzygotowany. Nie wiedząc co ostatnio nagrała, nie mając pojęcia o ostatnim koncercie zapytałem o jedyną możliwą rzecz – o muzykę gospel. Wywiązała się rozmowa, którą powtarzałem już na antenie w całości lub w kawałkach bodajże dwa razy i to nie tylko ze względu na ogólne podejście do tematu, ale przede wszystkim z uwagi na bardzo ciekawe i ważne dla polskiego gospel przemyślenia Ewy, które potem wielokrotnie powtarzałem podając oczywiście jako swoje :p Mam nadzieję, że jeszcze uda się porozmawiać z tą niezwykle sympatyczną i inteligentną artystką.

Full Power Spirit

Pierwsze chrześcijańskie nagrania hip-hopowe jakie usłyszałem kilka ładnych lat temu, mówiąc delikatnie, nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Jednak w tamtych czasach nie działał skład Full Power Spirit. Kolejne nagrania, które do nas docierały sprawiły, że coraz bardziej w mojej głowie kołatała się myśl poznania Mirasa, Dzyra, Pici i Prykone i porozmawiania nie tylko o „bożych klimatach” ale także o rapie i kulturze hip-hopowej jako takiej. Interesowało mnie także to w jaki sposób o doświadczeniu Boga w swoim życiu można opowiadać w stylistyce rapowej. Dowiedziałem się z tej rozmowy wielu rzeczy, ale głównie tego, że rap opiera się przede wszystkim na szczerości przekazu, bezwarunkowej zgodności przekonań, doświadczeń i tekstu, który na ich fundamencie powstaje. Często skutkuje to liryką pełną bluzgów i opowieści z blokowisk. W tym przypadku spotkanie czterech artystów zaowocowało jednym z najmocniejszych świadectw w polskim rapie. Mówiąc krótko: rap pokazuje kim naprawdę jesteś, a jego bezkompromisowa szczerość sprawia, że bezbłędnie trafia do młodzieży. Czy więc rap nadaje się do mówienia o Ewangelii? Odpowiedź nasuwa się sama: jak mało który gatunek!

Gang Marcela

Pierwszy w życiu radiomagnetofon otrzymałem od rodziców. To była dla mnie wielka chwila. Nie mogłem doczekać się dźwięków płynących z głośników. Aby moje szczęście było pełne rodzice dokupili do magnetofonu kasetę. Mogłem więc nie tylko słuchać radia, ale i muzyki zarejestrowanej na nośniku. Była to kaseta z piosenkami „Gangu Marcela” (na zdjęciu). Znajdujące się na niej utwory siłą rzeczy głęboko zapadły mi w pamięć na całe życie. Potem wielokrotnie do nich wracałem. Kiedy pojawiła się możliwość przyjazdu „Gangu” do radia nie wahałem się ani sekundy. Wywiad z zespołem był dla mnie naprawdę dużym przeżyciem. Czasem wracam myślą do dnia, kiedy dostałem w prezencie radiomagnetofon. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że w przyszłości przeprowadzę wywiad z „Gangiem” nigdy bym nie uwierzył. Wówczas magiczne były dla mnie same dźwięki i cała atmosfera, która dla dziecka nabiera niespotykanych rozmiarów, nawet wobec błahego – z punktu widzenia człowieka dorosłego – wydarzenia.

Gerald T Smiths

Na zdjęciu nawet w połowie nie są tak wyraziste jak w rzeczywistości. Pokazywałem potem zdjęcia koleżankom, które zgodnie potwierdziły, że w Geraldzie mogłyby zakochać się ze względu na… oczy, duże, jasne, uśmiechnięte oczy. Spotkaliśmy się tylko raz, podczas koncertu finałowego 7xGOSPEL w Krakowie, ale i tak będę twierdził, jestem co do tego przekonany, że Gerald musi być bardzo dobrym człowiekiem. Takich oczu nie dostaje się za darmo, jak to mówią – na piękne oczy :p Trzeba sobie na nie zapracować, a ponieważ oczy są zwierciadłem duszy, to najpewniej chodzi głównie o wewnętrzne piękno i pozytywny stosunek do ludzi i Świata. Gerald T. Smith – człowiek, który zrobił na mnie naprawdę kolosalne wrażenie.

 

Grzegorz Głuch

Ostatnio o Grzegorzu zrobiło się całkiem głośno. Spogląda na przykład wraz z żoną z okładki jednego z ostatnich numerów magazynu „Familia”. Nic dziwnego. Wszędzie go pełno. A to Koncert Chwały, a to Noc Chwały, a to znów nowa płyta Gospel Rain i jeszcze parę innych inicjatyw. Podobno bardzo rodzinny człowiek, chociaż moim zdaniem rasowy aktywista i organizator. Jednego jestem pewien: Grzegorz ma nieziemską cierpliwość do mnie i do Grzesia. Wcale nie wkurza go to, że dzwonimy na 5 minut przed wejściem na antenę i informujemy, że będzie z nim wywiad na żywo. A może wkurza… :p

Jan Budziaszek

Nawet nie próbuję wymądrzać się na temat Jana Budziaszka. To prawdziwy Szaleniec Boży i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. W znaczeniu franciszkańskim. W swoim zapale przypomina mi nieco ojca Jana Górę, nie wiem dokładnie dlaczego, ale jakoś mi się te dwie postaci wydają podobne. Jeden z powodów tego skojarzenia jest oczywisty: obaj gromadzą wokół Ewangelii dziesiątki tysięcy młodych ludzi, obaj są dla nich autorytetami. Jan Budziaszek to autentyczny młodzieniec w skórze dojrzałego perkusisty prehistorycznej formacji Skaldów. Jeżeli ktoś zastanawia się, podobnie jak Nikodem, co to znaczy narodzić się na nowo wystarczy że pogada chwilę z panem Janem. Powtórne narodziny promieniują od niego tak mocno, że aż bolą oczy. Jest prawdziwym człowiekiem Przemienienia. Kiedy wychodząc z naszego studia człapał kiedyś do swojego samochodu miałem wrażenie że idzie na górę Tabor. Niesamowite.

Joachim Mencel

Ostatnio rozmawiałem z Natalią Niemen na temat Oratorium Transitus skomponowanego przez Joachima. Mówiliśmy o znakomitym choć trudnym tekście. Jednak w pewnym momencie Natalia zwróciła mi uwagę na muzykę. – Ta muzyka mnie urzekła. Jest w Joachimie jeszcze wiele nieodkrytych możliwości  – powiedziała. I rzeczywiście. Joachim Mencel pisze tzw. „muzykę wysokogórską”, bo kiedy słucha się jego kompozycji to podobnie jak na ośmiu tysiącach metrów zapiera dech. Melodia, prostota, jasny przekaz. Nic dziwnego że człowiek uzdolniony w taki sposób był idealny do współczesnego dialogu o św. Franciszku.

Jorgos Skolias


Sa mówi o sobie: wokalista niesforny. Z niesfornymi ciekawie się gada. Nie wiem kiedy uciekł czas naszej rozmowy, ale wydawało mi się, że wywiad trwał kilka minut, w rzeczywistości 45. Rozmawialiśmy o postaci innego niesfornego – św. Franciszka, którego Jorgos „gra” w Transitusie. Bo to nie o to chodzi żeby być grzecznym czy ułożonym, ale o to żeby być autentycznym. Można być „niesfornym” jak św. Franciszek, mieć zatargi z rodzicami i wydawać się dziwakiem na dzielnicy. Ale być świętym.

Karen Gibson

Poznałem dwie takie kobiety. Jedną z nich jest Karen Gibson, znana na całym świecie instruktorka i wokalistka, artystka obdarzona niezwykłą charyzmą i ekspresją, niezwykle zainteresowana drugim człowiekiem. Drugą była leciwa barmanka z restauracji w Baro Hotel w etiopskiej stolicy Addis Abebie gdzie zatrzymałem się przez kilkanaście dni. Zainteresowanie, instynkt macierzyński, ogromna wrażliwość, miłość do ludzi i potrzeba pomocy im – te cechy charakteryzowały ją najlepiej. No i spokój, wewnętrzny i zewnętrzny, bardzo odczuwalny. Obie „mamy z Afryki” wywołują we mnie bardzo ciepłe uczucia.

Marcin Pospieszalski

Naprawdę trzeba pisać coś więcej? :p Człowiek-orkiestra i to nie tylko w tym znaczeniu najbardziej oczywistym. Zakochany w Bogu, którego chwali muzyką. Mam czasem wrażenie że to jedyne kryterium oceny tego co wychodzi z jego studia, bo są to rzeczy tak różnorodne, że aż dziw bierze że tworzy je jeden człowiek. Bardzo zatroskany o jakość wszystkiego co ofiarowujemy Bogu, a więc też uważny i odpowiedzialny w życiu. Pochodzi z rodziny, w której wyjątkowo zdarza się przeciętność. To widać, a przede wszystkim słychać.

 

Mate.o

Niezwykle pozytywny ktoś :) Pan Mate.o da się lubić. Pewnie dlatego, że ma w sobie mnóstwo radości i dobrego humoru. Nie traci rezonu nawet w obliczu uśmiercającego owady upału, zepsutego nagłośnienia, ulewnego deszczu czy popsutej klimatyzacji w samochodzie. Pewnego dnia w wysokich górach spotkał Kogoś, kto jest dla niego najważniejszy. Mate.o pozostał „wysokogórski” do dziś. Nie schodzi w doliny ani muzyczne ani duchowe.

Natalia Niemen

Jeżeli za coś bierze się Natalia Niemen to oznacza, że będzie wykonane z największą starannością. Na polskiej scenie chrześcijańskiej jest synonimem jakości i udowodniła to koncertem, na którym byliśmy. Córka wielkiego tatusia nie odcina kuponów od jego sławy, ale zakasała rękawy i podobnie jak Eleonora robi swoje. I bardzo dobrze.

Piotr Baron

Znakomity jazzman i kompozytor przyjechał do Częstochowy, aby towarzyszyć w koncercie Natalii Niemen. Jeden z najlepszych w Polsce saksofonistów jest też człowiekiem otwarcie przyznającym się do wiary w Boga. Pamiętam jego świadectwo złożone podczas koncertu „Jednego Serca Jednego Ducha” w Rzeszowie, które na wielu osobach zrobiło duże wrażenie.

Remigiusz Szuman

Grześ poganiał mnie całkiem skutecznie prosząc żebym napisał o Remigiuszu Szumanie. Zwlekałem nie tylko ze względu na lenistwo wrodzone i nabyte ale także dlatego, że niełatwo oddać słowami całe bogactwo postaci tego artysty. Kiedy dotarła do nas jego płyta odłożyłem ją na półkę i na jakiś czas zapomniałem o tym, że istnieje. Coś mi się nie zgadzało w okładce krążka, który sugerował że mamy do czynienia z kawałkami związanymi w jakiś sposób z klimatami militarnymi. Czy muszę dodawać, że nie bardzo mi ten klimat podchodzi? Po przesłuchaniu okazało się, że po raz kolejny popełniłem błąd. „Opowieści frontowe”, bo taki tytuł nosi płyta, okazały się utworami o walce duchowej jaką toczy każdy z nas, a sam autor osobą, który w swoich własnych, życiowych walkach wygrywał na najtrudniejszych frontach. To między innymi dla takich ludzi jak Remigiusz Szuman warto nieraz pomęczyć się i popracować nad stworzeniem kolejnego odcinka Gospel Boxa.