"Jesteś Bogiem" to po prostu dobry film
Jesteś Bogiem

"Jesteś Bogiem" to po prostu dobry film

Historię Magika znają chyba nawet Ci, którzy nie mają z kulturą hip-hopową absolutnie niczego wspólnego. Pół żartem, pół serio mówi się, że Bóg zabrał go do siebie, bo brakowało mu w niebie dobrych rymów… Wielu jednak przyznaje, że nie było by legendy Magika gdyby żył. To właśnie ta legenda sprawiła, że film o Paktofonice w reżyserii Leszka Dawida „Jesteś Bogiem” stał się kasowym hitem.

Magik był świetnym raperem, pisał znakomite teksty, ale byli i są od niego lepsi – w zestawieniu najlepszych polskich raperów magazynu „Machina” zajął dopiero ósme miejsce. Na czym więc polega jego fenomen? Dlaczego powstał film, który opowiada o jego życiu i śmierci? Kiedy Piotr Łuszcz (rocznik ’78) przestał być zwykłym chłopakiem ze Śląska, a stał się Magikiem – głosem pokolenia?

Legenda najczęściej rodzi się, kiedy artysta umiera. Najlepiej w młodym wieku i w niejasnych okolicznościach. Tak było z Kurtem Cobainem, Janis Joplin, Bobem Marleyem, a nawet z Marilyn Monroe. Podobny „zaszczyt” spotkał Freddiego Mercurego, Jimiego Hendrixa czy Jima Morrisona. Mówi się nawet o „Klubie27”, do którego „należą” artyści zmarli właśnie w tym wieku. Każdy z nich na swój sposób jest dzisiaj legendą, o każdym mówi się na całym świecie, ich piosenki można usłyszeć w radiach niemal wszędzie.

To wszystko na pewno pomogło w osiągnięciu rekordu oglądalności oczekiwanemu od dawna filmowi o Paktofonice. No i oczywiście to, że właśnie był to film tak długo oczekiwany. Osobiście słyszałem o planach jego powstania wiele lat temu. Wtedy wydawało się, że będzie to produkcja niskobudżetowa, która zainteresuje tylko wiernych fanów zespołu. Rzeczywistość przerosła oczekiwania wszystkich.

Jaki to film? Po prostu dobry. Scenariusz Macieja Pisuka, najpierw wydany w formie książki, został napisany w taki sposób, żeby ekranizacja historii Paktofoniki była ciekawa nie tylko dla fanów rapu, ale także dla przeciętnego odbiorcy. Historia to oczywiście samograj. Młody wrażliwy chłopak, który aby związać koniec z końcem ciężko pracuje, nagle, z dnia na dzień staje się wielką gwiazdą. Nie rozwiązuje to jednak jego problemów – wprost przeciwnie. Opuszczony przez żonę, niezrozumiany przez kolegów, wykorzystany przez nieuczciwego menagera – popełnia samobójstwo. Takiej historii nie można zepsuć (choć oczywiście w polskim kinie zdarzało się to wielokrotnie).

Wielką zaletą filmu jest humor. Od samego początku pojawiają się sceny, które wywołują uśmiech, a nawet salwy śmiechu kinowej widowni. Obraz trafia zwłaszcza do ludzi z pokolenia rówieśników Paktofoniki, którzy wychowywali się na wielkomiejskich blokowiskach – oni rozumieją ten świat i problemy, które pojawiły się zaraz po transformacji – biedę, brak perspektyw, trudności w zaspokojeniu codziennych potrzeb. Ten świat dostarczał jednak w swojej absurdalności wielu zabawnych momentów, z których śmiejemy się tym bardziej, że są odległą przeszłością. Naiwność młodych bohaterów, ich walka z naszym przaśnym „szołbizem”, codzienne zmagania – to wszystko tworzy humorystyczny efekt, który spotęgowany jest świetnym aktorstwem młodych absolwentów krakowskiej PWST. Niebagatelną rolę odgrywa także w tworzeniu tego efektu Arkadiusz Jakubik, znakomity aktor, który doprowadzał do łez publiczność wielu filmów, m.in. kultowego już „Wesela”. Tym razem w roli słynnego Gustawa, który sam siebie określa jako „legendę polskiego hip-hopu”.

Ogromną zaletą filmu jest obsada aktorska. Jeszcze raz warto na pierwszym planie wspomnieć mistrza planu drugiego – Arkadiusza Jakubika, który jako niezwykle uzdolniony i doświadczony aktor, jest dla tej produkcji tym, czym dobra przyprawa dla głównego dania – nadaje smak. Wielki szacunek należy się młodym aktorom. Kowalczyk, Schuchardt i Ogrodnik mierzą się nie tylko z zadaniem aktorskim, które jest dla tego zawodu czymś normalnym, ale z legendą i jej odbiorcami, którzy bywają bardzo wybredni. Poza tym sami musieli skonfrontować się ze sztuką Magika, Fokusa i Rahima. W filmie nie ma scen z podłożonymi głosami prawdziwych członków Paktofoniki. Fokus i Rahim, którzy opiekowali się produkcją, są zgodni, że obraz Leszka Dawida pokazuje prawdę o zespole, a Rahim przyznaje, że kiedy słyszał rapującego Marcina Kowalczyka – słyszał Magika.

Czy „Jesteś Bogiem” to film przełomowy, dzieło epokowe? Oczywiście, że nie. To sprawie opowiedziana historia Paktofoniki, ale i czasów i miejsc, w których fabuła się rozgrywa. Wielu ludzi urodzonych w latach 70. i 80. odnajdzie siebie i swoje własne problemy w scenografii Mikołowa i Katowic z tamtych lat. Takich właśnie filmów nam brakowało. Sililiśmy się albo na filmy „wielkie”, albo tworzyliśmy gnioty takie jak „Kac Wawa”… Film „Jesteś Bogiem” zainteresuje nie tylko fanów hip-hopu. To po prostu jeden z niewielu ostatnio pokazanych w kinach dobrych polskich filmów, który na trwałe zapisze się w rodzimej – nomen omen – kinematografii.