Lata 20. lata 30. Anity Lipnickiej & Voice Band

Voice Band i Anita Lipnicka wydali płytę, na którą czekałem bardzo długo. Tytuł zdecydowanie odpowiada temu, co czułem, kiedy wziąłem ją wreszcie do rąk – „W siódmym niebie”. Chmury na niebie mojego zachwytu pojawiły się dopiero, kiedy zacząłem jej słuchać… To dobra płyta, ale niestety nie rewelacyjna.

Krążek jest owocem mrówczej pracy Arkadiusza Lipnickiego (prywatnie brata wokalistki), który – jeśli wierzyć plotkom – przesiedział całe dnie w archiwów Polskiego Radia w poszukiwaniu muzycznych perełek lat 20. i 30.

Na taką płytę czekałem, odkąd wiele lat temu piosenki Hemara zaśpiewali m.in.: Zborowski, Opania, Borkowski i Kociniak. Wydany wówczas przez Polskie Radio krążek niemal nie opuszczał mojego odtwarzacza. „W siódmym niebie” jednak nie jest aż taką rewelacją choć ma dobre momenty.

Anita Lipnicka jest na tej płycie trochę kwiatkiem do kożucha. Otwarcie przyznaje, że jednym z głównych powodów jej udziału w projekcie było nazwisko ułatwiające zdobycie wydawcy… Dziś w wywiadach opowiada o swojej miłości do muzyki epoki międzywojnia, ale w jej wcześniejszej twórczości nie znajdziemy nawet śladu takich inspiracji.

Tymczasem Voice Band radzi sobie świetnie. Grupa nawiązuje bezpośrednio do tradycji tzw. rewelersów czyli kameralnych męskich zespołów, które swoje triumfy święciły mniej więcej sto lat temu. Chodzi m.in. o takie inspiracje jak amerykańskie grupy The Revelers i The Mills Brothers. 

Wszystko zaczęło się w dniu, kiedy Arek Lipnicki słuchał u siebie w domu radia. Na jednym z zachodnich kanałów natrafił na niezwykły koncert kilku mężczyzn – dość wytwornie ubranych, śpiewających w ścisłej harmonii, w dodatku wywołujących salwy śmiechu wśród widowni. Była to amerykańska ekipa Hudson Shad, wykonująca przedwojenne przeboje legendarnego niemieckiego kwintetu Comedian Harmonists. – Tego wieczoru nie zapomnę nigdy – wspomina Arek Lipnicki.  – Bakcyl Harmonistów na stałe zakotwiczył w mojej duszy.

Od tamtej chwili Arek drążył temat coraz głębiej. Rosnąca fascynacja zaprowadziła go do ojców gatunku zza oceanu, zaś godziny spędzone w archiwum Polskiego Radia zaowocowały odkryciem dawnych nadwiślańskich wyznawców stylu „barber shop”, takich jak Chór Juranda, Chór Dana, czy Cztery Asy.

I tak powstał zespól Voice Band, którego członkowie zostali wyłonieni przez Lipnickiego zupełnie niewspółczesną metodą rekrutacji – ogłoszeniem w prasie (!) – jaką, nomen omen, posłużył się 80 lat temu Harry Frommerman, założyciel Comedian Harmonists.

 

Voice Band godnie wpisuje się w tradycje rewelersów. Panowie robią wrażenie mocnymi głosami, specyficznymi harmoniami pochodzącymi z dawnych lat. To wszystko sprzężone z brzmieniem trąbki, klarnetu czy akordeonu tworzy klimat, który może poruszać i ma moc przenoszenia w czasie. Trzon grupy stanowią: Tomasz Warmijak (1 tenor), Arek Lipnicki (2 tenor), Grzegorz Żołyniak (baryton), Piotr Widlarz (bas) oraz Wacław Turek (akordeon). 

W nagraniach piosenek wzięło udział także wielu gości, między innymi: Krzysztof Poliński (perkusja), Paweł Pańta (kontrabas), a nawet John Porter, który dał swój gitarowy popis w piosence „Złota Pantera”.

Nowe aranżacje utworów autorstwa takich znakomitości jak J. Tuwim, M. Hemar, H. Wars, czy Z. Gozdawa stworzyły Urszula Borkowska oraz Agnieszka Widlarz. 

Album brzmi zabawnie i stylowo, a szereg instrumentów dobarwiających w postaci trąbki, klarnetu, skrzypiec, czy nawet kwartetu smyczkowego zdecydowanie wzbogaca ten materiał zmiksowany metodą analogową przez Wojtka Przybylskiego. 

Dokumentacyjna pasja Arkadiusza Lipnickiego wzbudziła moje uznanie. Znalazł rzeczy naprawdę ciekawe i rzadkie. Być może jego zaangażowanie sprawi, że wkrótce będziemy mogli usłyszeć kolejne odkurzone perełki muzyczne z lat 20. i 30?