Złapać czy gonić Zbiega? Płyta Marcina Stycznia

Muzyka uzależnia. Jestem o tym głęboko przekonana, a jeśli wy macie wątpliwości musicie koniecznie sięgnąć po najnowsze dzieło Marcina Stycznia. Zbieg, bo o nim mowa, to płyta, która głęboko uzależnia. Jest w niej coś co przyciąga uwagę i zatrzymuje.

Można podejrzewać, że tak działają teksty Marcina, niezwykle poetyckie, metaforyczne, wymagające zastanowienia, głębszej interpretacji. Można dodać, że to pewnie muzyka, która zaskakuje, spodziewasz się innego dźwięku, a dostajesz inny. Gitara i barwa głosu. To też oczywiście działa, zwłaszcza na słuchaczki. Jednak ja tych części składowych nie rozdzielałabym od siebie. Te wszystkie czynniki powodują, że kiedy posłuchasz Zbiega raz chcesz do niego wracać i dzielić się nim z innymi.

 

Rytm mojej krwi, tylko rytm powtarza mi, zacznij żyć, zacznij żyć – głosi refren jednego z kawałków Marcina. „Tylko Rytm”. I jak dla mnie to przesłanie tej płyty. Płyty energetycznej, pobudzającej do życia, takiej napędzającej kiedy ci się nie chce, i takiej, która kiedy trzeba ukoi.  Mimo, że płyta miała swoją premierę w lutym tego roku, to jednak są już na niej zwiastuny wiosny. Takim przebłyskiem ciepłych wspomnień jest piosenka „Myśli jak motyle”. Jest w niej refleksja, ale i ta malowniczość, obrazowość, która pomaga zastanawiać się, zbliżyć się.  Fenomenalne jest to, że te utwory od razu wpadają w ucho. Kawałek „Mój ogień” potrafiłam zanucić po kilku pierwszych taktach. I o to chodzi w muzyce! Ma być dla człowieka! A jeśli ktoś chce nie tylko zaśpiewać, ale i zagrać to też nie jest to trudne w przypadku Marcinowych utworów.

 

Autor zasługuje na pochwałę również za wymiar estetyczny krążka. Jego okładka zniewala. Zdjęcie zachęca żeby otworzyć, sprawdzić co dalej. Gonić zbiega, szukać go w sobie i sprawdzać. Brakuje mi jedynie w książeczce dołączonej do płyty chwytów na gitarę i zdjęć artysty z przodu, ale rozumiem, że te pojawią się na kolejnym krążku.