Czy muzycy też zastrajkują?

Jak wyglądają strajki np. górników wiadomo – płonące opony, wielotysięczne manifestacje, petardy, okupacja kopalń pod ziemią. A jak wyglądałby strajk muzyków? Pikieta przed ministerstwem? Kocia muzyka przed domem ministra? Przerwanie koncertu w połowie? Celowe partaczenie grania podczas ważnych wydarzeń, np. państwowych? – Nie chcielibyśmy dopuszczać do jakiejkolwiek formy protestów – zarzekają się muzycy związkowcy.

Muzycy Filharmonii Narodowej rozważają dwie kwestie. Ostentacyjne wręczenie pisma dyrektorowi Filharmonii Narodowej w czasie koncertu, które poprzedzą przemową na temat swoich pensji do oficjeli na widowni. – Realną opcją jest także strajk – mówi Jan Aniołek – wiceszef Związku Zawodowego Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych, członek grupy pierwszych skrzypiec FN.

Rozważana jest także pikieta – jeszcze nie wiadomo gdzie: pod gmachem Filharmonii Narodowej, Ministerstwa Finansów czy Ministerstwa Kultury. Ale pikieta miałaby mieć muzyczny charakter, np. odegranie „Marsza żałobnego” pod gmachem Ministerstwa Kultury. Bo przecież nie będą palić instrumentów na ulicy jak górnicy opony. Cała orkiestra (110 osób) wyraziła gotowość zorganizowania protestu.

Dowcip krążący po korytarzach Filharmonii Narodowej: Pani odpytuje w szkole dzieci, czym zajmują się ich ojcowie. I tylko Maciek ociąga się z odpowiedzią, a w końcu mówi, że jego ojciec tańczy na rurze w klubie nocnym. Po lekcjach, gdy dzieci wybiegły z klasy, nauczycielka dopytuje ucznia, czy to prawda. Ten odpowiada: „Ależ skąd, jest altowiolistą w filharmonii, ale głupio mi się było przyznać przed kolegami” - opowiada znany dyrygent Wiesław Pieregorólka.

Muzycy z filharmonii zarabiają mniej niż kierownik Biedronki. Ich płace przez ostatnie 10 lat wzrosły o 350 zł. Pierwszy flecista Filharmonii Narodowej wyznał w radiu TOK FM, że dorabia jako taksówkarz w jeden z korporacji. W 2003 roku średnia pensja muzyka Filharmonii Narodowej wynosiła 3100, a średnie wynagrodzenie krajowe brutto 2201,47. To było tysiąc złotych więcej. Dziś średnia zarobków w Filharmonii to 3450 brutto, a średnia krajowa pensja 3980.

Nasza sytuacja finansowa jest bardzo trudna – mówił w audycji OFF Czarek w TOK FM Jan Aniołek. – Nie było nawet wyrównania inflacyjnego, które powinno być w strefie budżetowej. Nasze wynagrodzenie to podstawa plus liczba koncertów ponadprogramowych – wyjaśnił Krzysztof Malicki, zastępca przewodniczącego komisji zakładowej NSZZ Solidarność przy Filharmonii Narodowej, pierwszy flecista Orkiestry FN.

Ówczesny minister finansów Grzegorz Kołodko podniósł filharmonikom uposażenia o 50 proc. Później płace rosły sporadycznie i nigdy nie doganiały inflacji. Przez dziesięć lat podwyżki nie przekroczyły 350 zł brutto. Pracownik Biedronki po 2 latach pracy może liczyć na podwyżkę 600 zł. Szeregowy muzyk FN zarabia dziś nie więcej niż 3,7 tys. zł brutto, natomiast kierownik w Biedronce - ponad 4 tys. zł brutto. I po dwóch latach wynagrodzenie tego ostatniego wzrasta do 5,9 tys. zł brutto. Tyle nie zarabia w filharmonii nawet koncertmistrz (4,5 tys. zł), który do każdego koncertu musi się uczyć trudnych partii solowych. Pracownik sklepu wymaga kilkutygodniowego szkolenia, a muzyk filharmonii - 18 lat przygotowania zawodowego i ciągłych ćwiczeń.

Nic dziwnego, że utalentowani muzycy rezygnują. - Jeden z altowiolistów prowadzi rodzinną firmę, a inny skrzypek przekwalifikował się na dyrygenta i prowadzi własną małą orkiestrę. Ale z filharmonii nie ma dokąd uciekać - dodają działacze.

W krajach Unii Europejskiej filharmonie płacą godziwie. - Jesteśmy w skali Europy A-klasową orkiestrą. Tam tacy muzycy jak my zarabiają około 3 tys. euro miesięcznie - mówi kontrabasista FN Marcin Wiliński, też działacz związkowy. Miłośnicy muzyki mogą się zdziwić, że bilety do filharmonii właśnie podrożały, ale nie zmieni to sytuacji filharmoników. - Podwyżka biletów nie wpłynie na honoraria. Tak samo niczego nie zmieni znalezienie sponsora. Koncerty filharmonii finansowane są z ministerstwa, które nie waha się sprowadzać za ciężkie pieniądze filharmoników z Berlina. A musi im płacić zagraniczne stawki (taki filharmonik zarabia rocznie 90 tys. euro) - dodaje Wiliński.

(TOKFM/GW)