W 2013 raperzy górą

Jak zwykle przeglądając „Gościa” nie ominąłem wywiadu Marcina Jakimowicza. Tym razem to rozmowa z ks. Piotrem Osińskim z radia RDN Małopolska. Jakimowicz już na wstępie rozmowy pyta ks. Piotra czy muzyka chrześcijańska już umarła… Rozumiem, że było to pytanie prowokacyjne, nastawione na to, że ks. Piotr energicznie zaprzeczy i zacznie wymieniać te wszystkie znakomite płyty i zespoły, które poznaliśmy w tym roku. Nie zawiodłem się. Autor „Listy z mocą” odpowiedział: „Nadchodzi wiosna, renesans tej muzyki. Jest ona coraz lepsza, bardziej profesjonalna, porywająca”.

Dowodem na prawdziwość tych słów nie są inne, najpiękniejsze nawet słowa, ale konkretne płyty, które ukazały się w minionym roku. W zdecydowanej czołówce znaleźli się raperzy, ale otrzymaliśmy też kilka znakomitych krążków uwielbieniowych oraz tych stworzonych dla miłośników cięższych brzmień. Na płytach z 2013 roku jest coraz więcej pasji, profesjonalizmu, entuzjazmu – po prostu dobrego grania. 

 

Dlaczego nie grają tej muzyki mainstreamowe media? To proste. Bo jest o Bogu, a Bóg jest passe… Dzisiaj modny jest gender i przedszkolne przebieranki, podczas których dziewczynki udają chłopców i odwrotnie. Ale jeszcze będzie z tym jak kiedyś było z hip-hopem. Nie chcieli grać, unikali jak ognia, uważali za paskudztwo i wiochę… Tylko, że ludzie tego słuchali. I hip-hop musiał pojawić się w mediach, bo nikt by ich nie słuchał. Muzyka chrześcijańska trochę dziś przysypia, zgadzam się, ale już teraz jest na takim poziomie, że za kilka chwil dotrze do szerszego odbiorcy. 

Rok 2013 przyniósł nam przede wszystkim znakomite płyty hip-hopowe. Wielkim zaskoczeniem był dla mnie poruszający krążek Tomka Karenko, który muzycznie opowiada o dramacie jaki spotkał jego rodzinę – śmierci dziecka. Ta płyta wychodzi jednak poza ramy historii rodzinnej tragedii. Hiob, bo pod takim pseudonimem tworzy Tomasz, opowiada swoją muzyką losy każdego z nas, dramaty z jakimi wszyscy ludzie muszą się mierzyć. Robi to z wyczuciem, a nawet humorem. Wiele razy wzruszyłem się i jednocześnie uśmiechnąłem słuchając tej płyty. 

Powalający materiał otrzymaliśmy także od Arka Zbozienia (Arkadio), który poczęstował nas płytą „Rób to co kochasz”. Arek jest niezwykle żywiołowym człowiekiem i jego działalność nie jest ograniczona jedynie ścianami studia nagraniowego. Oprócz płyty przygotował akcję społeczną, przez którą chce powiedzieć każdemu: ogarnij się, rób to, na czym naprawdę Ci zależy, bądź szczęśliwym człowiekiem. Sam krążek zawiera rap na najwyższym poziomie, rymy, których nie powstydziłaby się polska czołówka raperów. I jeszcze te soczyste biciory… 

Swoją płytę zaprezentował też ks. Kuba Bartczak. Długo czekaliśmy na „Powołanie”, ale było warto. Chyba sam zainteresowany nie spodziewał się, że jego hip-hop wywoła w Polsce takie poruszenie. Największe media zapraszały ks. Kubę żeby opowiadał o sobie, a komercyjne stacje radiowe grały jego kawałki. Gospelboxowy wywiad z Kubą ukazał się w ogólnopolskim tygodniku opinii „Do Rzeczy”, a cała Polska usłyszała że warto czytać Pismo Święte! I do tego cały ten raban powstał po godzinach, bo w ciągu dnia Kuba odprawia Msze, spowiada, uczy w szkole i pracuje w szpitalu… 

Nie byłoby tego roku także bez Łukasza Bęsia i jego „Antidotum”. Ten hip-hopowy pancerfaust trochę złagodniał i zaproponował nam muzykę miłą dla uszów nie tylko miłośników hip-hopu rodem z południa USA. Jest w tym jeszcze trochę crunku, ale to już zupełnie nowa jakość. W tekstach Bęsia Jezus jest antidotum na zło i nijakość tego świata. Bóg staje się lekiem na cierpienie i beznadzieję. Takim terapeutą stał się kiedyś dla artysty, stąd przekaz jest niezwykle szczerzy i przejmujący. Do tego nagrania są na takim poziomie, że spokojnie chłopaki mogliby nawijać w salach Atlanty czy Memphis i byłoby ok. – co zresztą zrobili. O ich wojażach za ocean w Gospel Boxie wkrótce. 

Uszy bolą mnie do dziś po próbie zespołu Fragua w piwnicy w Myszkowie. Zespół rokowy i przestrzeń ograniczona do kilku metrów to kiepskie połączenie. Bębenki trzeszczały, ale… nie mogłem doczekać się płyty. Bardzo cenię mocne granie, ale musi mu towarzyszyć równie konkretny wokal. W tym przypadku wszystko jest na swoim miejscu, choć płyta powstawała raczej środkami amatorskimi. Gospel Box jest autorem teledysku do piosenki „Pomyśl” z tego krążka. 

Na ostatnim festiwalu „Chrześcijańskie Granie” w Warszawie wywołali potężny raban. „Porozumienie” to utytułowany zespół, mający wiernych fanów, ale wciąż młody i poszukujący idealnych brzmień. Ich nowa płyta „Veryfikacja”, mimo pewnej powtarzalności, to jeden z najlepszych ich krążków. Jest swoistym podsumowaniem dotychczasowej działalności i – mam nadzieję – zapowiedzią przyszłych dokonań muzycznych. 

Również Kuba Kornacki, aktor i piosenkarz, nie przespał minionych 365 dni. Zasłużenie otrzymał w Warszawie tytuł debiutanta roku. Koncert, a potem płyta, potwierdziły formę zespołu Kanaan, którego Kuba jest liderem. Znakomite brzmienia, folkowy klimacik, umiejętność opowiadania muzycznych historii – to wszystko czyni z Kanaanu bardzo ciekawą propozycję. 

Zaskoczył również zespół 33 z Poznania, który przygotował materiał zatytułowany „Jezus Królem Chwały”. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to po prostu jedna z tych wielu płyt, w których usłyszymy brzdąkanie gitary, połączone z zawodzącym śpiewem dobywającym się z parafialnej salki… Mylący jest tytuł i – po części – okładka. Wnętrze jednak zachwyca przede muzyką i wokalem. Od pierwszego słyszenia wiemy, że mamy do czynienia z instrumentalistami, którzy nie od wczoraj trzymają gitarę czy zasiadają przy perkusji. Całość to głęboko przemyślany program odsłaniający wiarę artystów i ich ewangelizacyjne zacięcie. 

Na koniec płyta chóru „God’s Property” z udziałem Petera Francisa. Choć nie powala na kolana i do tego zespół zapomniał jej wydać na czas koncertu, który miał ją promować… to jednak sam koncert zapamiętam na długo. Tak często przywoływałem go na radiowej antenie jako przykład najlepszego uwielbienia, że postanowiłem napisać o nim kilka słów i tutaj. Dawno nie widziałem koncertu tak energetycznego, pełnego pasji i dobrze wykonanego. Ten zespół, jeśli się postara, ma przed sobą dużą przyszłość. Koncert w Tychach pokazał, że jeśli coś robisz się z pasją i miłością, to na pewno zachwycisz tym innych. 

Jaką przyszłość ma przed sobą muzyka chrześcijańska? Nie wiem nawet czy takowa istnieje… Są po prostu ludzie, którzy poznali Jezusa i nie mogą śpiewać o nikim innym. Tworzą naprawdę piękną muzykę i jest ich coraz więcej. Swoją twórczością zachwycają młodych i pociągają ich do Jezusa, dzielą się świadectwem i zarażają pasją. Są szczerzy, a ich autentyzm słuchać w każdej nucie. To się musi podobać i dlatego snu z powiek nie spędza mi kondycja polskiej muzyki chrześcijańskiej.