Ostrzejsze wymagania?

Niektóre niedawne dyskusje wywołane przez teksty zamieszczone na GospelBox.pl oraz informacje dotyczące statystyk odwiedzin zrodziły u mnie refleksję nad treściami, które powinny pojawiać się na naszym portalu. Stara zasada dziennikarska mówi o tym, że ciekawy tekst, to nie ten, który informuje, że „pies pogryzł pana”, ale ten który donosi, że to „pan pogryzł psa”… U nas trudno nawet o banalne sensacje w rodzaju pierwszego podanego przeze mnie przykładu. Ale czy rzeczywiście o sensacje chodzi w portalu, którego zadaniem jest promocja chrześcijańskich treści?

Wszyscy doświadczeni dziennikarze, których spotkałem uczyli mnie, że tekst musi być przede wszystkim dobrze napisany i udokumentowany. Mówili także, że warunkiem koniecznym jest to, aby był ciekawy, interesujący, wciągający dla potencjalnego czytelnika. Musi więc zawierać jakiegoś rodzaju wabik – elementy nowości, zaskakujące informacje lub wątki sensacyjne. Trudno mi jednak wyobrazić sobie chrześcijański portal donoszący np. o łóżkowych perturbacjach artysty X… To niedorzeczne.

Sposobem na rozwiązanie tego problemu (i pogodzenie jakości treści z ich atrakcyjnością) byłoby zawyżenie wymagań w stosunku do muzyki i artystów. Skutkiem byłyby ostrzejsze recenzje, więcej polemik, trudniejsze dla naszych gości wywiady. Dla mnie wiązałoby się to z odbieraniem znacznie większej ilości nieprzyjemnych telefonów i brakiem zgody na akredytacje w przypadku pewnej ilości koncertów…

Wrażliwość na krytykę u artystów bywa różna… Niektórzy nie mogą pogodzić się z najmniejszą nawet wzmianką o brakach w ich twórczości, po innych krytyka spływa niczym po przysłowiowej kaczce. Jedni po najoględniejszym nawet słowie krytycznym dostają zapaści, a kiedy już się z niej otrząsną wydzwaniają cały abonament dotąd, dopóki nie usłyszą ode mnie, że jednak nie miałem racji. Innych z kolei mobilizuje to do cięższej pracy, a są i tacy, którzy przyjmują to z dobrodziejstwem inwentarza i idą dalej.

 

Nie chcę oceniać, która postawa jest najlepsza. Z mojego punktu widzenia najwygodniejsze jest zachowanie artysty, który na krytykę nie reaguje w ogóle, ale jednak bierze ją pod uwagę. Najtrudniejsi są artyści typu „Inspektor Colombo”, którzy drążą temat, aż osiągną cel, którym często jest postawienie na swoim. Wielu jednak zdaje sobie sprawę, że takie zachowanie w kontaktach z mediami nie przynosi w dłuższej perspektywie dobrego (dla nich) efektu.

Generalnie wszystkim nam powinno najbardziej zależeć na jednym – aby muzyka i niesione przez nią chrześcijańskie treści, docierały do jak najszerszego grona odbiorców. Głoszenie Ewangelii jest przecież naszym nadrzędnym zadaniem, ważniejszym zdecydowanie niż jakiekolwiek dyskusje dotyczące stricte muzyki czy jakości występów. Obowiązkiem chrześcijanina jest także mówienie prawdy, a więc w przypadku dziennikarza napisanie o tym, że płyta jest słaba, kiedy taka właśnie jest. To nie tylko obowiązek wynikający z Dobrej Nowiny, ale także ze zwykłej uczciwości wobec słuchacza, któremu nie można polecać tandety.