Ostatni raz o Queen... Naprawdę...

Zmieniłem zdanie. To jednak był koncert Queen! I bardzo dobrze. I bardzo się z tego cieszę. I jeszcze super, że w Polsce. Mimo, że nie ma już w składzie Freddiego Mercurego i basisty Johna Deacona to jednak zespół, który wystąpił we Wrocławiu to nadal Królowa! Nawet jeśli przy mikrofonie znajduje się Adam Lambert (który radzi sobie zresztą całkiem nieźle). Queen pojawił się w Polsce w ramach nowego festiwalu „Rock in Wrocław”.

Muzycy zespołu do stolicy Dolnego Śląska przylecieli już na kilka dni przed imprezą. Był to pierwszy występ Queen w Polsce choć nie pierwszy gitarzysty zespołu. – Grałem koncert w Polsce ze swoim zespołem tuż po śmierci Freddiego Mercury'ego, teraz zaś Queen wystąpi z Adamem Lambertem, który daje nam nową siłę – mówił Brian May.

Z kolei Lambert to wokalista, który wystąpił w 2009 r. w finale „American Idol”. W 2011 r. był nominowany do nagrody Grammy. Koncertowanie z zespołem Queen rozpoczął w tym roku. Domagali się tego fani zespołu i widzowie amerykańskiego show. May i Taylor ulegli i przygotowali wspólną trasę.

Koncert zrobiono rozsądnie – zapowiadane nowe aranżacje nie wywróciły do góry nutami znanych piosenek supergrupy, ale podkręciły ich atuty. Brian May zawsze preferował mocniejsze brzmienie i dzisiaj, kiedy nie ma już Deacona i Mercurego, ma w zespole zdecydowanie więcej do powiedzenia – to słychać.

Adam Lambert zaśpiewał wyjątkowo dobrze największe hity Queen. Nie zdominował jednak koncertu sobą. Pozwolił wyjść zza perkusji Rogerowi Taylorowi, który popisał się, znakomitym przecież, wokalem. Swoje pięć minut miał również May, który tradycyjnie zaśpiewał akustyczną wersję „Love of my life”. Wizualizacja pozwoliła wystąpić także nieżyjącemu wokaliście. To wszystko sprawiło, że koncert był dla fanów brytyjskiej formacji prawdziwym doświadczeniem Queen, a nie tylko smutnym wspomnieniem dawnej chwały.

Teraz dwa słowa ode mnie: przez cale lata słuchałem Queen, zbierałem ich płyty, kolekcjonowałem koncerty na DVD, czytałem książki o nich i oglądałem filmy. Marzyłem aby kiedykolwiek zobaczyć to wszystko na żywo, na własne oczy, poczuć się jak ci ludzie na Wembley… Kiedy w 1991 roku zmarł Freddie Mercury marzenie zgasło. Jednak Festiwal „Rock In Wrocław” sprawił, że udało mi się je spełnić – raz w życiu usłyszeć jak Brian May gra na swojej legendarnej gitarze „Bohemian Rapsody”… To wartość nieprzeliczalna na żaden pieniądz. Dlatego czy z Adamem Lambertem, czy z kimkolwiek innym, ten koncert był wyjątkowy.