Nie męcz wiosła
Earthquake: Workers search for survivors

Nie męcz wiosła

Coraz więcej muzyki chrześcijańskiej prezentuje przyzwoity poziom. Jednocześnie każdego dnia mniej wokół nas klasycznego „łojenia rozstrojonego wiosła” uwielbianego przez oazowych animatorów i wianuszki otaczających ich dziewcząt. 

 

Nie tylko kościelne festyny prezentują coraz lepszy poziom, ale również jakby wstyd zrobiło się parafialnym zespołom, które do tej pory odpowiedzialne były za wzrost zejść wśród starszych pań, nie opuszczających, jak wiemy, żadnej mszy i wielce zgorszonych „darciem kotów”, które miast prawdziwej muzyki miało miejsce w naszych świątyniach. W pewnym, głęboko neofickim okresie swojego życia bardzo emocjonalnie nie zgadzałem się ze zdaniem moherowych babć. Dziś w całej rozciągłości podzielam ich obawy. Podczas wielu mszy, w naszych parafialnych kościołach śpiewa i gra byle kto i byle jak. Jeszcze kilkanaście lat temu znajomość trzech gitarowych chwytów upoważniała co najwyżej do kariery w zespole punkowym, w którym liczyła się przede wszystkim wytrzymałość wątroby na wszelkiego rodzaju trunki, a nie artystyczna sprawność. Dzisiaj takie niebywałe „muzyczne talenty” bywają szybko dostrzeżone przez nadgorliwych wikarych i wykorzystane, ku zgrozie wielu wiernych, podczas mszy. 
Całe szczęście młodzi ludzie, którzy torturują gitary, sięgają również czasami po płyty z muzyką tworzoną przez chrześcijan lub słuchają katolickich rozgłośni. I robi im się naprawdę głupio słysząc co potrafi np. Magda Frączek, Mariusz Kozicki, Beata Bednarz, Marcin Pospieszalski i wielu innych. Zdają sobie sprawę, że tak naprawdę to oni też by mogli umieć, ale… po co? Skoro toleruje się tandetę, kicz i gitarową masakrę? Jednak płyty raz usłyszane wiercą uszy i nie pozwalają na beztroskie dobijanie babć fałszywym C-dur.

Wiele muzycznych inicjatyw organizowanych w Polsce ma świadomość pozytywnego wpływu na muzykującą młodzież, co więcej – wielu muzyków z pełną premedytacją organizuje wydarzenia mające po części lub w całości charakter edukacyjny. Jedną z takich inicjatyw jest na pewno koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” i nadludzka praca nadwornego aranżera tego wydarzenia Marcina Pospieszalskiego. Marcin pracowicie „przywraca do normalności” stare, znane i katowane w parafiach utwory. Nabierają one nowego blasku, ukazują stare, ale do tej pory ukryte w nich treści i czasem tym przywróconym blaskiem potrafią olśnić, i zachwycić.
Jeszcze dalej idzie zespół Gospel Rain. Grzegorz Głuch, lider chóru i Paweł Skrzek powołali do życia „Armię Dzieci”, czyli „Gospel Rainek”, jak żartobliwie się o nich mówi. To nie tylko miejsce znakomitej zabawy dla dzieciaków, ale także szkoła wrażliwości muzycznej, która – daj Boże – będzie za kilka lat miała znaczny wpływ na to, co słyszymy w naszych kościołach.

Podobnie nie próżnuje w Częstochowa. Tutaj z inicjatywy paulina ojca Nikodema Kilnara, krajowego duszpasterza muzyków kościelnych i Jarka Jasiury, dyrygenta jasnogórskich chórów, powstała szkoła muzyczna pierwszego stopnia, w której dzieciaki mogą zdobyć muzyczną wrażliwość. Ta nie pozwoli im w przyszłości „piłować” instrumentów, ale nauczy wyrażać za ich pomocą swoje emocje i przeżycia, oswoi z muzyką, nauczy odróżniać tandetę od sztuki.
Podobny wymiar ma planowany na październik krakowski festiwal 7xGospel, którego Gospel Box jest medialnym patronem. Festiwal nie czeka na słuchaczy w zapyziałych salach ale wychodzi na miasto. Dzięki tej filozofii z muzyką gospel będzie można spotkać się chociażby w tak niebywałym miejscu jak świątynia konsumpcji jaką jest Galeria Krakowska. Młodzież, nastolatki, dzieciaki i starsi będą mogli nie tylko posłuchać muzyki w najlepszym wykonaniu, ale także doświadczyć jej w naturalnej dla siebie przestrzeni. Takie doświadczenia nie pozostają bez echa i procentują w edukacji muzycznej jak mało co. Festiwal jak co roku, oprócz znakomitych koncertów, ma do zaoferowania także warsztaty. Jedne z pierwszych odbyły się właśnie w Krakowie i dzięki determinacji Lei Kjeldsen rozprzestrzeniły po całej Polsce. Dziś są niezwykła formą edukacji muzycznej, którą spotkać można niemalże w każdym, nawet najmniejszym, zakątku naszego kraju.
Na koniec trudno nie docenić także pracy wielu katolickich rozgłośni radiowych, które wkładają dużo wysiłku w przygotowanie swoich playlist. Konsekwentnie pozbywają się ze swoich ramówek piosenek typu „sacropolo” i stawiają na współczesną, piękną, ambitną muzykę tworzoną przez chrześcijan.
Oby więcej takich inicjatyw i postaw, których wymieniłem zaledwie kroplę w morzu działań. To dzięki nim, już być może za kilka lat, podczas niedzielnej Eucharystii, po pierwszych akordach parafialnej scholi, nie będziecie mieli Państwo wewnętrznego przymusu ucieczki w siną dal.

autor: Jacek Sobański
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.