Od dzisiaj kibicuję Babuszkom

Niedawno w Rosji odbyły się krajowe eliminacje do międzynarodowego konkursu Eurowizja 2012. Telewizja Polska (po paśmie porażek wycofała się z imprezy) pewnie ze wstydu nie zająknęłaby się o nich słowem, ale… nie miała wyjścia. Na finał do Baku w Azerbejdżanie 22 maja pojedzie bowiem folklorystyczny zespół Buranowskie Babuszki ze wsi Buranowo w Udmurcji, który jednym występem podbił serca ludzi na całym świecie.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że średnia wieku w zespole wynosi ponad… 70 lat! (Zespół tworzy osiem pań, w wieku od 50 do 76 lat). Góralki z Uralu w eliminacjach pokonały 24 dużo młodszych kandydatów, m.in. kontrowersyjną Julię Wołkową, śpiewającą niegdyś w znanym (z jednej piosenki) zespole Tatu, która tym razem wystąpiła w duecie ze zwycięzcą jednego z poprzednich festiwali (w 2008 roku) Dimą Biłanem.

Sympatyczne babcie zaprezentowały utwór „Party for Everybody”. Ubrane w stroje ludowe, słomiane kapcie i chusty na głowach, podrygują z wdziękiem i uśmiechem w rytm śpiewanego hitu. Zespół łączy brzmienie nowoczesnego popu z tradycyjnym ludowym śpiewem chóralnym. Refren piosenki „Party for Everybody” jest w języku angielskim, lecz reszta – w języku udmurckim (z grupy ugrofińskich), którym mówi jedynie ok. 325 000 ludzi na świecie.

I tu mała dygresja. Od lat mieszkańcy Udmurcji walczą o przetrwanie swojego języka. Język udmurcki istnieje od wczesnego średniowiecza i chociaż niełatwa była historia Udmurtów, nigdy wcześniej nie był on zagrożony w takim stopniu jak dzisiaj. Przez cały XX w. ustępował on miejsca rosyjskiemu. Całe rodziny i wsie często porzucały język ojczysty na rzecz bardziej prestiżowego i przyszłościowego języka rosyjskiego, którego bardzo dobra znajomość jest zresztą powszechna wśród Udmurtów co najmniej od 110–120 lat. Tymczasem „Babuszki” śpiewają właśnie w udmurckim. Wcześniej zespół znany był ze śpiewania znanych światowych szlagierów po udmurcku, takich jak „Hotel Kalifornia”, „We are the champions”, „Yesterday” czy „Let it be”. To rodzi nadzieję na zainteresowanie świata tą kulturą i ocalenie języka.

Niezwykły jest też cel przyświecający „Babuszkom”. Nie pojawiły się w konkursie, jak twierdzą, dla przysłowiowej sławy i mamony. Chcą zebrać fundusze na budowę cerkwi w ich rodzinnej wsi, w której nikomu się nie przelewa. Mieszkańcy utrzymują się głownie z rolnictwa, chociaż w Udmurcja to także region przemysłowy. Starsze panie chcą, by traktowano je poważnie. „Nie chcemy być śmieszne (…). Po prostu szczerze i otwarcie śpiewamy o tym, co jest nam bliskie, co zawsze porusza ludzi”.

Czy mają szansę na Eurowizji? Na pewno, chociaż leciwych artystów będzie więcej. Chórzystki będą konkurować m.in. z 75-letnim Engelbertem Humperdinckiem, który reprezentuje Wielką Brytanię. Żywy w pamięci wielu ludzi jest wciąż wielki sukces dziadków z Hawany tworzących słynny Buena Vista Social Club. Tam jednak występowali profesjonalni muzycy, choć doświadczeni życiowo. Optymistycznie nastawieni są także Internauci: – Babcie mają wygraną w… zapaskach. Podbiją Europę, czego im z całego serca życzę – pisze w komentarzu pod jednym z licznych artykułów o „Babuszkach” POdode.

Jak wspomniałem, Telewizja Polska, po latach kompromitacji, zrezygnowała z udziału w tegorocznym finale Eurowizji. To tak jakby PZPN wycofał polską reprezentację z walki o Euro 2012… Innymi słowy: sromotna porażka, kaplica do kwadratu. Decyzja była słuszna o tyle, że nie bardzo wiadomo było, kto miałby nas na tej Eurowizji reprezentować. Wystarczyło jednak pomyśleć i podobnie jak Niemcy zrobić casting na wykonawcę piosenki, napisanej specjalnie na konkurs. (Słuchając oficjalnej piosenki na Euro 2012 może dobrze jednak, że do tego nie doszło…)

Sam konkurs Eurowizji również wzbudza wiele kontrowersji. Chodzi o system oceniania występów przez niektóre państwa. Bywa, że oceny podyktowane są nie tyle jakością wykonywanych utworów, ale względami politycznymi, aktualnymi stosunkami pomiędzy narodami. Być może jest to powód coraz gorszego poziomu konkursu. Zdaniem jednego z moich kumpli Eurowizja to dno gorsze niż „Kac Wawa”. Bez przesady, aż tak źle chyba jeszcze nie jest…

Buranowskie Babuszki to nie pierwszy kontakt Polaków z kulturą z Udmurcji. Gościł u nas jakiś czas temu Zespół Pieśni i Tańca „Czipczirgan”, jeden z najstarszych i najbardziej znanych grup prezentujących kulturę Udmurtów. „Czipczirgan” został założony w 1975 r. i od tego czasu jest nierozerwalnie związany z Wydziałem Filologii Udmurckiej uniwersytetu w Iżewsku. Nazwa zespołu oznacza jeden z narodowych instrumentów muzycznych – drewnianą trąbę, której długość sięga nieraz trzech metrów. „Czipczirgan” jest zespołem pod wieloma względami niezwykłym. Spośród innych grup folklorystycznych wyróżnia go dbałość o autentyczność, która przejawia się zarówno w doborze repertuaru, jak i wykonaniu pieśni i tańców. Przygotowanie nowego programu każdorazowo poprzedzone jest ekspedycją naukową i zbieraniem folkloru.

Babuszkom życzę wszystkiego co najlepsze. Fajnie śpiewają, są przesympatyczne i mają bardzo szczytne cele. Mam szczerą nadzieję, że uda im się wybudować cerkiew i uratować swój ojczysty język. Może chociaż do tego przyda się Eurowizja i cała reszta tego komercyjnego bajzlu.