Ustawa nic nie pomoże

.„Boję się wszelkiego szufladkowania” – powiedział mi Wojciech Mann, kiedy zapytałem go o zasadność mówienia o tzw. „muzyce chrześcijańskiej”. Mam wrażenie, że podobne obawy można żywić, kiedy w jakikolwiek sposób próbuje się wpływać na muzykę ustawowo, a takie rozwiązania narzuciła nam właśnie Unia Europejska. Z drugiej strony troska o język polski i zadbanie o obecność polskich tekstów w polskich mediach jest godna pochwały (angielszczyzna rozpanoszyła się niebywale), ale są na to lepsze sposoby niż ustawowy.

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji, bo o niej mowa, na pewno podzieli środowisko, zarówno muzyków jak i dziennikarzy muzycznych. Psioczyć będą Ci, którzy śpiewają po angielsku licząc na międzynarodową karierę, albo po prostu, uważają, że tak jest cool, narzekać będą także dziennikarze przyzwyczajeni do dominacji anglojęzycznych utworów i wreszcie nadawcy, którzy kiedyś tam wyliczyli sobie, że korzystniejsze będzie dla nich pomijanie w ramówce utworów z polskim tekstem.

Co ta ustawa da nam, zwykłym odbiorcom? Na pewno dowiemy się ilu piosenkarzy nie umie śpiewać w języku polskim, który częściej będziemy słyszeć z głośników. Być może uda nam się dojść do wniosku, że wielu artystów, którzy do tej pory śpiewali po angielsku, okazało się niemożebnie głupimi. Wcześniej mądrzejsi nie byli, ale nie rozumieliśmy, bo śpiewali po innemu. Teraz dostrzeżemy ich edukacyjne braki i, co daj Boże, przerzucimy się na artystów ambitniejszych, mających coś do powiedzenia, szukających sensu i znaczenia.

Artyści boją się, że będzie jak we Francji, gdzie ciężko jest zrobić międzynarodową karierę właśnie przez ustawowy zapis, który faworyzuje muzykę w języku rodzimym. To sprawia, że mało kto w kraju nad Loarą wypromuje się śpiewając po angielsku, a za granicą z językiem francuskim nie ma czego szukać. Polscy artyści nie muszą się bać. Nie udało im się wypromować do tej pory, nie uda się i po wejściu w życie ustawy… To właśnie francuski przykład pokazuje, że naprawdę dobry artysta zrobi międzynarodową karierę niezależnie od języka w jakim śpiewa.

Mieliśmy w historii polskiej muzyki znakomitych tekściarzy, którzy udowodnili jakie arcydzieła można tworzyć posługując się naszym rodzimym językiem. Mowa tu przede wszystkim o Jacku Kaczmarskim, a wcześniej o Hemarze czy Tuwimie. Dziś takim artystą jest dla mnie Kazik (jeśli nie liczyć ostatniej jego płyty). Media go nie lubią, bo mięsem rzuca, gada co chce i generalnie ma je w dupie, a płyty sprzedaje znakomicie. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że tworzy świetną muzykę, pisze znakomite teksty i trafia w samo serce odbiorcy.

Zresztą nie ma co się burzyć o to, co pojawia się w mediach. Ta promocja wkrótce przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Tradycyjne media należące do dużych koncernów odchodzą do lamusa. Powoli liczyć zaczyna się tylko to, co jest w Internecie, o czym piszą i mówią, co polecają i „lajkują” użytkownicy facebooka, twittera, forów dyskusyjnych i blogów. Żadna ustawa nie będzie miała wpływu na to, czego niedługo będzie słuchać młodzież. To, co sobie wzajemnie polecą, zależeć będzie tylko od nich.

Niedowiarki argumentują, że przecież nie tak łatwo pozbyć się z naszego mieszkania telewizora. Ok., ale coraz więcej odbiorników, a w przyszłości wszystkie, podłączone są do Internetu, w którym powstaje mnóstwo „telewizji”, kanałów tematycznych, gdzie można znaleźć miliony filmów i „filmików”, chociażby na youtubie. To wszystko sprawi, że nadawcy związani z koncernami przestaną się liczyć i naprawdę nie będzie ważne to, ile minut należy poświęcić polskim tekstom w polskiej telewizji.

Rozwiązanie jest proste. Wystarczy sensowna reforma oświaty. Dokładnie tak, nie pomyliły mi się felietony. Jeżeli w naszej polskiej szkole będzie się od samego początku procesu kształcenia uczyć wrażliwości na muzykę, poszerzać zdolności uczniów poprzez zajęcia pozalekcyjne, pomagać odkrywać talenty, to powstanie z czasem rzesza ludzi tworzących muzykę na poziomie, muzykę która trafi do swojego pokolenia i będzie dla niego reprezentatywna. Stworzy się grono wyrobionych odbiorców, którzy „wykoszą” z rynku chłam i tandetę. Nie będzie do tego potrzebna specjalna ustawa. Będziemy chcieli słuchać muzyki po polsku, bo teksty napiszą ludzie, którzy język polski znają, nie kaleczą go na każdym kroku i mają coś do powiedzenia