W Polsce tylko po polsku

Z nowym rokiem w życie weszła nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji, która nakazuje nadawcom faworyzowanie piosenek zaśpiewanych w języku polskim. To nie kolejny wymysł polskich polityków, ale konsekwencja integracji europejskiej i wspólnotowego prawa, które mówi, że 33 proc. miesięcznego czasu nadawania (do tej pory było to 33 proc. na kwartał) zajmować muszą w programach radiowych „utwory słowno-muzyczne wykonywane w języku polskim”.

 

Istotna zmiana dotyczy czasu emisji – 60 proc. ma być nadawane w godzinach najwyższej słuchalności, a więc od 5 do 24. Do tej pory wiele rozgłośni nadawało polską muzykę wyłącznie w nocy, co sprawiało, że i tak mało kto jej słuchał. Nowelizacja wspiera też debiutantów, bo ich utwory na antenie mają być liczone podwójnie.

Wprowadzenia ustawy nie poprzedziła żadna społeczna dyskusja ani konsultacje choć spory w tej sprawie trwały od dawna. Zabierały w nich głos tak istotne gwiazdy polskiej estrady jak choćby Maryla Rodowicz, Kasia Nosowska czy Muniek Staszczyk. Wprowadzona nowelizacja jeszcze bardziej podzieliła środowisko twórców.

Ustawa od początku wzbudzała silne kontrowersje. Sprzeciwiali się jej polscy wykonawcy, którzy nagrywają utwory w języku angielskim. Nowy zapis sprawi, że w polskich mediach będzie ich mniej. Artyści „anglojęzyczni” wystosowali nawet petycję do prezydenta Bronisława Komorowskiego, w której domagali się, żeby w terminie „polska muzyka” mieścili się również ci artyści, którzy nie śpiewają po polsku.

Podobny ustawowy zapis funkcjonuje we Francji, gdzie nazywany jest koniem trojańskim. Artyści znad Loary, aby wypromować się na rynku Brytyjskim czy Amerykańskim muszą najpierw zaistnieć w swojej ojczyźnie. Nie da się jednak wypromować śpiewając w innym języku niż francuski, bo ustawa zabrania nadmiernej emisji takich utworów. W rezultacie francuscy artyści nie mają szans na międzynarodową karierę.

Ministerstwo Kultury odpowiadając na zarzuty argumentuje, że nowelizacja wiąże się z ustawą o ochronie i promocji języków narodowych, która jest „jedną z naczelnych zasad Unii Europejskiej” i dlatego promuje „wykonawców śpiewających tylko po polsku”.

Artyści liczący w Polsce na międzynarodową karierę mają prawo czuć się dyskryminowani. Ale nie jest ich tak naprawdę tak wielu. Ciszyć na pewno mogą się słuchacze, którym brakuje w radiu polskich teksów. Od tego roku będzie ich więcej.