Hiob "Stwardnienie rozsiane”
Foto: Angelika Szczygieł Foto: Angelika Szczygieł

Hiob "Stwardnienie rozsiane”

Nowy numer Hioba to jest to, co kocham w hip-hopie – szczerość do bólu. Póki muzyk nie wyrwie sobie wnętrzności i jeszcze parujących nie rzuci przed publicznością na scenę jest tylko wykonawcą.

Kiedy odważy się na ten krok, staje się artystą. Taką płytę wydał kiedyś Kękę – nieznany wówczas nikomu raper pokazał jak wielki dystans dzieli go od „uznanych” ziomeczków, którzy napinają się i kozaczą w kawałkach, ale udają kogoś kim nie są, a tak naprawdę powiedzą cokolwiek żeby ktoś ich zauważył i kliknął lajka. Tomek zrobił coś podobnego jak Kękę na krążku „Styl Południowo-Wschodni”, ale teraz wraca z numerem, który niesie wyjątkowy ładunek emocji.

 

„Stwardnienie rozsiane” opowiada nie tylko o mamie Tomka, która zmarła w 2013 roku właśnie na tę chorobę i o bólu artysty po stracie ukochanej osoby, ale także o konsekwencjach jej choroby w życiu rapera, „stwardnieniu” serca i „rozsianiu” tego stwardnienia na różne aspekty jego życia. To historia zranionego dziecka, które czuje się odsunięte na boczny tor, bo wszyscy wokoło zajmują się tylko chorą mamą. Konsekwencje w życiu dorosłym są poważne – brak pewności siebie, trudności w okazywaniu miłości, niska samoocena, zaniżone poczucie własnej wartości, poczucie nieradzenia sobie itd. Tomek nie wstydzi się mówić o tym wszystkim wprost. Za to wielki dla ciebie Tomku (Tomasz Karenko) szacunek. Jeżeli cała płyta będzie tak szczera, to na pewno będę jej słuchał po wielokroć.